Najlepsze dni mojego małżeństwa

Jestem żoną już ponad półtora roku, można więc powiedzieć, że na życiu we dwoje zęby zjadłam. Były pyszne.

Najszczęśliwszym dniem w życiu jest dzień ślubu. Mając w głowie tę fundamentalną prawdę, wiedziałam, że nic lepszego niż taniec pod spojrzeniem stu par oczu, wielokrotne odmawianie alkoholu i niemożność schowania się przed aparatem mnie już w życiu nie spotka. A mówi to osoba, która ścieżkę dźwiękową do swojego życia ma w głowie, więc muzyka jej w tańcu nie przeszkadza, nie umie odmawiać nawet telemarketerom, a większość zdjęć, na których jest chciałaby spalić, a popiół rozsypać nad morzem.

Zostawiając zatem za plecami wszystko dobre, co mnie w życiu spotkało powędrowałam swoim kaczym chodem w nieznany, owiany tajemnicami i mitami świat małżeństwa. Wiedziałam, że teraz to już głównie gary i karmienie piersią. Koniec niestosownych, nieprzystających żartów. Czas przestać jeść słodycze na śniadanie, obiad i kolację. Trzeba przytyć, żeby oddawać krew, działać społecznie, prowadzić racjonalne, odpowiedzialne życie.

Jak łatwo się domyślić – świat się pomylił. Po ślubie przyszło wiele dni jeszcze lepszych niż dzień ślubu. I chyba były lepsze właśnie dlatego, że nieprzyzwoicie żartowaliśmy, jedliśmy przerażające ilości słodyczy i ostatnie o co można by nas posądzić to racjonalność i odpowiedzialność.

Było wiele wieczorów, które spędziliśmy z lodami i detektywem Monkiem. I, dzięki Bogu, nie musieliśmy tańczyć.

Był dzień przed wigilią, kiedy murowaliśmy Stefankę, a później wypiliśmy Porto, oglądając „Holiday”, który jest jednym z najsłabszych filmów, jakie kiedykolwiek zostały wyprodukowane.

Był dzień, w którym pojechaliśmy na Piotrkowską na lody i zjedliśmy ich tyle, że bałam się, że będzie to ostatnia wycieczka roweru miejskiego, który akurat wypożyczyłam, bo siodełko ma ograniczenie wagowe do stu pięćdziesięciu kilo.

Było trochę niebieskich dni – takich w trakcie których wymaganie od siebie wstania z łóżka i umycia zębów przewyższało moje możliwości. I w sumie jedyne co mi dodawało otuchy to fakt, że On nie mówił „nie przesadzaj”.

Było wiele pysznych obiadów i kilka takich, których nawet pies nie chciał zjeść.

Były wakacje, w trakcie których spędzaliśmy razem posiłki, bo pływanie i czytanie nie idą w parze, a tak się składa, że preferujemy różne rozrywki.

Najlepszym dniem naszego małżeństwa nie były Walentynki, Boże Narodzenie, rocznica ślubu czy urodziny. Najlepsze okazywały się te zwykłe dni, o których nieuważny obserwator powiedziałby, że nic się nie działo. Szliśmy do pracy. Robiliśmy zakupy. Jedliśmy kanapki. I tak jak Miłosz pisał, że innego końca świata nie będzie, tak ja mogę stwierdzić, że inna miłość nie jest mi potrzebna. Ta jest super.

Bo wiecie, nie każdy może i nie każdy musi robić wielkie rzeczy. Ale nawet te najmniejsze można robić z wielką miłością.

Czego Wam i sobie życzę,

Ania

*

Myśl z końca tekstu wyszła z ust Matki Teresy z Kalkuty, a samym tekstem przyłączam się do Międzynarodowego Tygodnia Małżeństwa, który właśnie trwa. Ewa, autorka bloga Mocem organizuje z tej okazji akcję „Małżeństwo jest fajne”. Jeśli tematyka Was interesuje, przyłączcie się do wydarzenia na Facebooku – znajdziecie tam dziesiątki ciekawych tekstów powstałych w ramach akcji. Wiele dobrych treści znajdziecie również na blogu Mocem.

Pozdrawiam,

A.

16388404_1214154478638946_5836394728969927898_n.jpg

Reklamy

7 uwag do wpisu “Najlepsze dni mojego małżeństwa

  1. Jak ja lubię Cię czytać! Czasem chciałabym, żeby wszyscy moi znajomi pisali blogi, żebym mogła ich poznawać od innej strony – tak jak Ciebie. :)
    Życzę Wam jeszcze wielu superowych i normalnych w swej czadowości dni, które mogłabyś tu dodać z krótkim i zabawnym, acz prawdziwym opisem :D

  2. Bardzo pięknie powiedziane. I przede wszystkim prawdziwie. Nie trzeba wielkich, romantycznych gestów, bo największy romantyzm ukryty jest w codzienności. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s