W Niebie ciągle będzie lato

Nie byłam nigdy w Niebie, więc nie powinnam się wymądrzać. Ale na Grenlandii też nie byłam, a mimo to wierzę głęboko, że ona istnieje i mam pewne wyobrażenie co do tego, jak tam jest.

Jestem wielką fanką ciepła, słońca i lata. Nie twierdzę jednak, że powinnam urodzić się w innej szerokości geograficznej. Gdyby dwanaście miesięcy w roku trwało lato, nie miałabym na co czekać.

Ten wpis piszę dla Was i dla siebie. Chciałabym, żeby była to nasza wspólna Instrukcja Obsługi Lata. Zrobimy listę rzeczy, które warto w tym czasie robić. Zbierzemy muzykę, którą wrzucimy na wakacyjną playlistę. Spiszemy książki, które będziemy czytać na piknikach, hamakach i w samolotach. Sama zaserwuję Wam moje subiektywne propozycje, ale potrzebuję też Waszej pomocy. Piszcie o tym, jakie są Wasze doświadczenia z Niebem i z czym według Was to się je. Twórzmy ten post całe lato/lata.

dawn-landscape-mountains-nature.jpg

Czas:

  1. Oszczędzaj czas i pieniądze. Czyli jeździj na rowerze. W Łodzi w maju z wielkim sukcesem ruszył Rower Publiczny i zmotywowało mnie to do przywiezienia mojego dziesięcioletniego staruszka z domu rodzinnego. Nie jest to rower wysokiej klasy, nie jeździłam na nim (ani na żadnym innych rowerze, żeby nie było wątpliwości) od lat. Ale wystarczyło kilka razy przejechać się nim na uczelnię (a jest to dystans około dziesięciu kilometrów; część Łodzi, w której mieszkam jest pieszczotliwie nazywana przez mieszkańców „Zadupie”), aby zrozumieć, że w tramwajach powinnam zostawić miejsce ludziom starszym i eleganckim. Przy okazji: czy macie jakieś sposoby na jazdę na rowerze w sukienkach? Moja prędkość jest tak szaleńcza, że mam nieustanny „efekt Marylin Monroe” i jedna ręka zamiast na kierownicy, musi spoczywać na spódnicy.
  2. Bądź zdrowym seksiakiem. Słowo „seksiak” jako określenie kogoś seksownego jest chyba bardzo wąskim regionalizmem. Używamy go ja, mój Mąż i moja Siostra. Być może teraz i Wy dołączycie do tego elitarnego grona, a nawet sami staniecie się prawdziwymi zdrowymi seksiakami. Najprostszym sposobem jest rozpoczęcie swojej fascynującej przygody z aktywnością fizyczną. Skoro ja się odważyłam, każdy może i, serio, nie jest to slogan.
  3. Wyśpisz się zimą. Długotrwała deprywacja snu nie prowadzi do niczego dobrego i to jest powód, dla którego nie będę Was do niej namawiać. Ale latem warto wstawać trochę wcześniej, żeby zobaczyć nieśmiały brzask, poczuć przyjemny chłód, którego nie doświadczymy już w ciągu dnia, a jeśli pracujecie zdalnie, tak jak autorka bloga, którego właśnie czytacie to może uda Wam się też skończyć dzień pracy przed dziesiątą (przy pobudce o czwartej to możliwe, potwierdzone info). Fajnie wykorzystywać długie dni w pełni. Zresztą, czy Wy też tak macie, że kiedy jest ciepło to nie chce Wam się leżeć w pościeli do dziesiątej?
  4. Oddychaj. Jestem szczęściarą, bo jeszcze do zeszłego roku od zawsze mieszkałam w domach z, większym lub mniejszym, ogródkiem. Przez kilka lat miałam też działkę w lesie, której wówczas, jako zbuntowana nastolatka („łee…ale kiepsko działa tu internet”) nie doceniałam, a teraz chciałabym spędzić tydzień na hamaku z dala od cywilizacji. Potęgę świeżego powietrza zaczęłam doceniać dopiero wtedy, kiedy przeprowadziłam się do bloku. Mimo mieszkania w „pudełku” staram się jak najczęściej wychodzić, no bo szkoda takiej pięknej pogody, no.
  5. Szkoda czasu na gotowanie. Truskawki w zabójczo niskich cenach już za nami, ale nadal mamy sezon na borówki, maliny i czereśnie. Lada chwila na targach będą dostępne śmiesznie tanie jabłka i pomidory. Dopiero od niedawna dostrzegłam, że warto na czas lata zrezygnować ze swojej smażonej, pieczonej i gotowanej diety i po prostu pojeść trochę warzyw i owoców. Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za gorącymi daniami w ciepłe dni i dużo chętniej zjadam na obiad kilka owoców, bób czy fasolkę. Niektóre warzywa wymagają obróbki termicznej, ale zwykle polega to na wrzuceniu ich do parowaru (polecam!) lub garnka. Oszczędzamy w ten sposób sporo czasu, pieniędzy (jeśli wybieramy sezonowe, tanie warzywa i owoce), a przy okazji poeksperymentujemy z nowym rodzajem diety (i z góry zapewniam: nie umrzecie od braku białka, jeśli przez tydzień nie zjecie kurczaka – oczywiście, jeśli jesteście zdrowi).

jetty-landing-stage-sea-sky.jpeg

Muzyka:

  1. Proxy – Julia Marcell. Poznałam Julię dzięki piosence Tarantino. Później był Andrew. A później przez mój cały pobyt w Bułgarii słuchałam płyty, z której pochodzą te dwie piosenki. Chodzą za mną jak detektywi i na pewno poświęcę tej płycie osobny post, bo myślę, że warto.
  2. Letnie wino. Ta piosenka kojarzy mi się z ubiegłorocznymi wakacjami, kiedy słuchałam jej w kółko. Uwielbiam to wykonanie. Uwielbiam Lanę del Rey. Uwielbiam ten klip i mężczyznę w kapeluszu.
  3. Letni czas. Uwielbiam też ten utwór i zawsze będzie on mi się kojarzył z końcem lata. I z moim mężem, przedrzeźniającym Sarę Vaughan (nie znosi tej piosenki).

Książki:

  1. W drodze – Jack Kerouac. Bardzo wakacyjna książka, którą czytałam jakieś półtora roku temu. Od tej pory jest to moja ulubiona pozycja i boję się do niej wrócić, bo mogłabym jeszcze zmienić zdanie. Pisałam o niej też tutaj.
  2. Minimalizm – Leo Babauta. Urlop, wakacje, jakiś dłuższy weekend to dobry czas, żeby coś w sobie zmienić. Dlatego ja bardzo lubię latem czytać poradniki. W tym roku na plaży poczytałam o minimalizmie i (werble!) nie kupiłam w Bułgarii żadnego nowego ubrania, mimo że ceny były atrakcyjniejsze niż w Polsce.
  3. Jak pisać? Pamiętnik rzemieślnika – Stephen King. Z całego serca polecam Wam tę książkę, szczególnie jej pierwszą część, dotyczącą życia Kinga. Jest przezabawna, błyskotliwa i sprawiła, że zakochałam się w nim. Modlę się, żebym kiedyś umiała pisać w ten sposób.

A z czym Wam się kojarzy Niebo? Czekam na Wasze propozycje i zamierzam dopisywać je do naszej listy.

Wiem, że dawno nic nie pisałam, ale w Niebie jest tyle do zrobienia.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “W Niebie ciągle będzie lato

  1. Wstawanie o 4 zdecydowanie nie leży w mojej naturze, ale gdy wstanę o 7:45 to też czuję się zwycięzcą i dzień jest wtedy wystarczająco długi :)
    Też nie lubię ciepłych dań latem, więc zajadam się warzywami, ale tym, którzy należą do mięsożernych polecam różnego rodzaju sałatki z mięsem :) ja ostatnio eksperymentuję i robię takie owocowo-warzywne.
    A Niebo- ojciec M. stwierdził kiedyś, że może tam w końcu się wyśpi po czym zorientował się, że nie będzie tam nocy :D a ja mam nadzieję, że będę mogła robić wszystko na co nie mam czasu na co dzień.

  2. To jesteśmy sąsiadkami :)
    Lato?
    Ewidentnie mniej snu…
    dużo muzyki typu „Dancing queen” czyli co robi człowiek w pokoju jak nikt nie widzi :)
    I dużo muzyki pochodzącej z męskich głów i męskiej energii (Zalewski, Ogranek – czysta chemia, od której można się uzależnić).
    Śniadania na Trawie – na przykład w Parku Źródliska.
    Koncerty plenerowe, nie zawsze płatne.
    Rower. Dużo roweru. Bardzo dużo roweru. „Oh Reth”.
    Spotkania za znajomymi, albo do których się jedzie, albo którzy wpadają do domu na kawałek wakacji/urlopu. Albo po prostu, człowiek ma więcej czasu. Bo i dni dłuższe i cieplejsze :)
    Robienie rzeczy nie do końca rozsądnych (Trasa Dąbrowa, Teofilów podaleksandrowski i Ikea, a następnie powrót na Dąbrowę… Rowerem… Przez Lublinek. Ale trasę polecam)
    Człowiek latem ma więcej cierpliwości i lepiej przyjmuje potknięcia, lub „Niepomojejmyśli”.
    Ewidentnie można zdobyć świat.
    Jedzenie? Warzywa, owoce (Rower + zakupy na rynku <3) i makarony/pizza i w ogóle kuchnia włoska. Można biegać po kuchni jak Sophia Loren w najpiękniejszych czasach :)
    Książki? – więcej czytam przedwiośniem i przedjesienią. Nie mówię, ze nie czytam wcale, ale jakoś tak wychodzi. Ewentualnie książki lekkie, acz nie koniecznie infantylne. Może ktoś coś poleci?
    Prędzej formy krótkie – Felietony, opowiadania, Lub Johnattan Carrol którego po prostu połykam prędzej niż się obejrzę.

    To co zaoszczędzone na rowerze, ja wydaję na koncerty, albo na wyjazdy. Ogólnie na wspomnienia.
    Odkrycia zeszłego roku chodzą po mnie do dzisiaj.

    Zapachy – zapach skoszonej trawy, suszonego siana, gorących od słońca truskawek i malin i mazurskich jezior. I drewna o zmierzchu w Zakopanem. I wiele innych.
    Zmęczenie. Słodkie zmęczenie kiedy o zachodzi słońca padasz na pyszczek, aby się zregenerować i zacząć kolejny słodko męczący dzień. Odpoczniesz w pracy. Albo i nie ;)
    Muzyka:
    próbka – https://www.youtube.com/watch?v=lRxE444kklo
    reszta udostępniona według życzenia ;)

    Ach zapomniałabym… Letnie seriale dla posiadających kawałek telewizora. I to seriale polskie… Te magiczne powtórki… Ale zapewniam, ze napełniają mnie takim spokojem i pozytywną energią, że… Spokojem napełnia mnie … "Dom nad Rozlewiskiem" (Mazury? to to?) I "Janosik" który swoją obecnością w czarnym pudełku uratował nie raz świat przed zagładą… i "Ranczo" – towarzysz kolacji – przynajmniej jada się o jednej porze.

    Zbieranie doświadczeń których człowiek w trybie "Normalnym" by nie zrobił. A później w trybie "Normalnym" człowiek sobie przypomina że mógł coś takiego zrobić, to czemu i nie teraz.

    Kajaki i chodzenie nocą po lesie.
    Pierwsze razy. Pierwszy raz w Berlinie, Pierwsza miłość do Poznania, Pierwszy wyjazd na Mazury :)
    Ile wspomnień z lata :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s