Too much brain in my head

Ponad rok temu popełniłam tekst o tym, że czas jest walutą cenniejszą niż pieniądze. Czasy się jednak zmieniają, dzieci rosną, a obce kobiety starzeją. Dlatego dzisiaj powiedziałabym, że jest inna waluta, która jest niezwykle cenna. Jest nią Twoja uwaga.

Reklamodawcy walczą o nią jak lwy. Twórcy newsów prześcigają się w głupich tytułach, żeby ją przyciągnąć. Blogerzy wydają miliony monet, żeby ogłoszenie o ich artykule pojawiło się gdzieś na Twoim Facebooku. A Ty wybrałeś w tej chwili ten tekst i za to bardzo Ci dziękuję. Właśnie poświęcasz mi trochę najcenniejszej waluty, jaką masz.

man-coffee-cup-pen.jpg

Pewnie słyszałeś już o zjawisku stresu, przeciążenia albo przeładowania informacyjnego. To ważny problem naszych czasów. Co godzinę przyjmujemy na klatę tysiące informacji. Jest ich tak wiele, że nie mamy czasu na refleksję na ich temat, a co za tym idzie – na wyrobienie sobie własnego zdania.

Zastanów się i szczerze odpowiedz sobie na pytanie: czy poświęciłem chociaż pięć minut na samodzielną refleksję na temat, na który się ostatnio wypowiedziałem? Oczywiście, mogłeś cytować zdanie publicysty na temat jakiegoś politycznego wydarzenia. Ale czy czasem nie wypowiadałeś słów kogoś innego jako swoje własne? Czy dałeś sobie czas na to, żebyś sam przemyślał temat czy raczej przeczytałeś jeszcze pięć innych artykułów poruszających go? A może po przeczytaniu artykułu Twoją uwagę przykuł inny nagłówek albo mail, który właśnie w tej chwili dostałeś i na jakiś czas zapomniałeś o sprawie?

Bezrefleksyjne podchodzenie do wiadomości to tylko jeden z niebezpiecznych skutków przeciążenia informacjami. Inny to ciągły, nieuzasadniony niepokój.

Włączasz telewizor i dowiadujesz się o brutalnie zamordowanej kobiecie i huraganie, który pozbawił setki osób domów. Wchodzisz na internetowy portal polityczny i czytasz pełne nienawiści i pogardy komentarze. Logujesz się na Facebooku i widzisz informacje o zaginięciu człowieka oraz chorej dziewczynce, której rodzice zbierają na operacje.

Musiałbyś być socjopatą, żeby nie czuć czasem niepokoju, skoro dociera do Ciebie tyle negatywnych informacji. Być może nawet w trakcie wykonywania neutralnych czynności – spaceru, jedzenia czy kąpieli odczuwasz pewien dyskomfort. W Twojej podświadomości zapisują się pewne przekazy, które wprowadzają Cię w stan niepokoju.

Ja na przykład nie potrafiłam wyjaśnić, dlaczego czuję się bardzo źle w garażach podziemnych i domach garażowych. Nigdy nie lubiłam tam przebywać. Nawet teraz, kiedy piszę ten tekst, na samo wspomnienie zaczęło szybciej bić mi serce. Dopiero po latach uświadomiłam sobie, że w wielu filmach w takich miejscach dokonuje się morderstw. Oczywiście, nie miałam w świadomości „zza tego wana zaraz wyskoczy człowiek z nożem i zacznie mnie gonić”, ale podświadomość działała na tyle silnie, że każda wizyta w domu garażowym wiązała się z uczuciem niepokoju.

Jeśli otrzymujesz wciąż negatywne informacje o świecie, pewnie czujesz się zaniepokojony, bo jest to dla Ciebie niebezpieczne, zagrażające miejsce.

man-hands-reading-boy-large.jpg

Mocno powiązany ze stresem informacyjnym jest też FoMO, czyli Fear of missing out. Oznacza on lęk przed przegapieniem czegoś, wypadnięciem z obiegu. Informacji jest bardzo wiele, nie wszystkie są ważne i niektórzy boją się,  że przegapią wśród nich coś istotnego. Zaburzenie to wiąże się na przykład z patologicznym korzystaniem z portali społecznościowych, poczuciem przymusu sprawdzenia, czy nic nowego się nie pojawiło. Jeśli (tak jak ja) sprawdzasz co się dzieje na fejsie jeszcze w łóżku, w tramwaju, na wykładzie, nawet jeśli robiłeś to kwadrans temu to może oznaczać skłonności do FoMO. Albo po prostu potrzebujesz ciągłej stymulacji i niezbyt ciekawy wykład Ci jej nie daje.

Przed nadmiarem informacji ciężko uciec, bo dosięgają nas one nawet w sklepach i na ulicach. Możemy jednak spróbować nieco zmniejszyć swoje sięganie po nie, chociażby w ramach eksperymentu, aby sprawdzić, czy naprawdę będziemy dzięki temu spokojniejsi.

  1. Wyrzuć telewizor. Albo przestań go oglądać. Bardzo łatwo jest włączyć odbiornik i bezrefleksyjnie przyjmować kolejne serwowane informacje. Nie twierdzę, że te dostępne w prasie lub internecie są bardziej godne uwagi. Ale aby przeczytać coś w sieci, musisz, przynajmniej po części, świadomie wybrać, o czym chcesz czytać. W telewizji tego nie ma – usłyszysz to, co akurat Ci zaserwują. Oczywiście, trochę generalizuję i przesadzam. Możesz mieć „pudełko”, o ile będziesz rozsądnie z niego korzystał – włączał tylko w celu obejrzenia konkretnego programu.
  2. Kompulsywne sprawdzanie. Co kilka minut zaglądasz na Instagram, Facebooka i sprawdzasz pocztę? Ja często się na tym przyłapuję. Sprawdzanie poczty tłumaczę swoją pracą – informacje o nowych zleceniach otrzymuję mailowo, więc chcę na bieżąco wiedzieć, czy czeka mnie dzisiaj jakaś praca, czy mogę się dalej lenić. Jeśli ten problem dotyczy też Ciebie, a nie wyobrażasz sobie przestać korzystać z tych mediów, ustal sobie konkretne godziny, kiedy będziesz sprawdzał, co nowego. Może to być na przykład co trzy godziny – o 10, 13, 16 i 19. Albo chociaż co godzinę, ale przestań odświeżać fejsa cały czas – o najważniejszych wydarzeniach zostaniesz przecież powiadomiony, kiedy znów się zalogujesz.woman-smartphone-girl-technology-large
  3. Wieczory i poranki. Internet jest świetnym stymulatorem, dlatego pewnie często korzystasz z niego rano, żeby trochę się pobudzić. Spróbuj ustalić, że pierwszą godzinę dnia spędzasz bez internetu, telewizji, radia. Po prostu daj sobie godzinę na pomyślenie, na posłuchanie siebie, a nie innych. Godzinę bez podlewania Twojego mózgu wieloma informacjami. To samo dotyczy wieczorów. Ostatnia godzina przed snem powinna być czasem wyciszenia i relaksu. Wycisz telefon, wyłącz komputer, telewizor. Zrób sobie kąpiel, listę zadań na kolejny dzień. Odpocznij trochę od informacji. Kiedy przyjmujemy ich za dużo, mogą wpłynąć negatywnie na jakość snu, a nawet na treść marzeń sennych. Ostatnio uczestniczyłam w kilku rozmowach dotyczących kwestii przyjęcia uchodźców do Polski. Następnej nocy śniło mi się, że na Placu Zamkowym w Warszawie można było przejechać się wielbłądem prowadzonym przez beduina.
  4. Porządek w mediach społecznościowych. Jakiś czas temu zauważyłam, że mój Facebook jest zalany informacjami, których nie potrzebuję. Zrobiłam więc trochę porządku i teraz trochę rzadziej szukam na nim stymulacji, bo nowych informacji jest znacznie mniej. Przestałam śledzić wiele marek i stron, których ogłoszenia tylko mnie denerwowały. Przestałam obserwować także większość znajomych, wśród nich tych lubianych, ale publikujących wiele treści, które mnie nie interesują. Zostawiłam głównie ludzi, którzy mnie inspirują oraz bliskich przyjaciół.
  5. Podsumowania dnia. Fajną metodą na to, żeby sprawdzić, czy dochodzą do nas rzeczywiście jakieś sensowne informacje jest podsumowywanie dnia poprzez zadawanie sobie pytania: czego się dzisiaj nauczyłem? Czy wśród dziesięciu artykułów, które przeczytałem był jakiś, z którego coś wyniosłem? Czy dzięki kilku godzinom oglądania telewizji jestem o coś mądrzejszy? Jeśli przyjmujesz morze informacji, a nie ma wśród nich nic wartościowego to najwyższa pora, aby je zrewidować.

person-apple-laptop-notebook-large.jpg

Wbrew pozorom, zjawisko stresu informacyjnego nie jest nowe. Pod tym linkiem znajdziecie ciekawy artykuł na ten temat z 2002 roku. Problem ten jednak z każdym rokiem coraz bardziej się nasila, dlatego jest teraz tak nagłaśniany.

Jak Wy radzicie sobie z nadmiarem informacji? Czy odczuwacie jakieś skutki tego, że otacza nas ich dużo? Umiecie wybrać wśród nich te, które coś istotnego wnoszą?

Mam nadzieję, że ten tekst był jedną z nich. Dzięki za poświęcenie mu uwagi!

Ania

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Too much brain in my head

  1. Cóż, nic dodać nic ująć. Codziennie działają na nas dziesiątki, setki bodźców, ale czy wynosimy z tego jakąkolwiek naukę? Ostatnio ogarnęłam przykrą rzecz – swój wolny czas przed komputerem poświęcam na totalne bzdury. Czytam pudelki/oglądam instagramy i pinteresty i fejsbóki. Jasne, mogę sobie mówić, że karmię tym kreatywność potrzebną w pracy. Ale no…ile można. W dodatku fragment tekstu o kompulsywnym sprawdzaniu facebooka – po wstaniu, przed zaśnięciem, w tramwaju….jakbym czytała o sobie. Chyba czas się za siebie zabrać :P

    1. Niestety, u mnie często jest podobnie – wiele treści, mało „mięsa” w nich, niewiele wzrastam przez to co oglądam, słucham, czytam. Trochę znak naszych czasów, ale na szczęście można z tym walczyć :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s