10 sposobów na codzienne Walentynki

Walentynki są trochę jak Sylwester – można je polubić, jeśli tylko nie ma się zbyt dużych oczekiwań.

Już 27 grudnia w programach śniadaniowych zaczyna się akcja „Schudnij na Sylwestra!”. Z każdej strony zalewają nad obietnice szampańskiej zabawy. Najlepsza noc w roku. Najlepsza noc w życiu.

A później pijesz tego ruskiego szampana, marzniesz, bo chcesz popatrzeń na fajerwerki i zastanawiasz się: „O co tyle krzyku?”.

Wielkie oczekiwania mogą stworzyć równie duże rozczarowania. Jeśli nie miałbyś oczekiwań to pewnie pomyślałbyś: „Ale super! Piję sobie szampana, sąsiedzi nie narzekają, że muzyka za głośno, siedzi koło mnie moja dziewczyna. Świetny wieczór!”.

Z Walentynkami może być podobnie. Jak wiecie, miesiąc wcześniej trzeba zarezerwować bilety do teatru (to niestety prawda, Małe Zbrodnie Małżeńskie znów mi przeszły koło nosa), z kilkutygodniowym wyprzedzeniem stolik w restauracji, a także zaopatrzyć się w nową bieliznę i inne czerwone gadżety.

A później obejrzysz sztukę albo film na sali, do której nie można wetknąć szpilki, wszamiesz coś w knajpie, w której jest tak duży ruch, że na kelnera czekasz pół godziny, a później wrócisz do domu i będzie fajnie, ale w sumie tak jak zwykle.

Jeśli nie będziesz mieć oczekiwań, że musi być najpiękniej, najromantyczniej i w ogóle naj w całym roku, bo to przecież Wasze święto – święto zakochanych (to jednak tak uniwersalny termin, że tylko trochę więcej osób obchodzi Światowy Dzień Ludzi) może być naprawdę fajnie. Bo ucieszysz się po prostu tym, że wyszliście gdzieś razem. Albo, że nie musiałaś gotować. Albo, że mogliście spędzić ten czas w domu, w spokoju.

Ja dochodziłam do tego wniosku kilka lat. Jeszcze rok temu byłam zrozpaczona, kiedy poparzyłam się przy wyjmowaniu walentynkowych babeczek z piekarnika – nie miałam szans, żeby wyglądać perfekcyjnie z dwoma czerwonymi śladami na dłoniach. Dzisiaj ucieszyłabym się, że są symetryczne, więc albo oglądam za dużo Monka albo mam już swojego własnego świra.

red-love-heart-valentines-large

Piszę sobie beztrosko, jakbyście chcieli nie wiadomo ile czytać, a przecież chciałam napisać o czymś innym. O tym, jak można mieć Walentynki każdego dnia. Nie chodzi o codzienne wychodzenie do teatru i restauracji (choć brzmi mi to kusząco), ale o zwyczajne okazywanie sobie miłości. Jeśli mamy zbyt wygórowane oczekiwania wobec Walentynek to może dlatego, że poświęcamy sobie na co dzień za mało uwagi?

  1. Olimpijskie przepraszanie. Jeśli się pokłócicie, przeproś natychmiast, kiedy tylko zauważysz swoją winę. Bez tego przeprosiny są bez sensu, bo musisz wiedzieć, za co przepraszasz, ale niech to słowo będzie na Twoich ustach w tym samym momencie, kiedy to zrozumiesz. Stań się mistrzem olimpijskim w szybkim przepraszaniu.
  2. Bez proszenia. Macie jakiś podział obowiązków w domu, ale czasem o nim zapominacie (lub chcecie zapomnieć, cwane lisy)? Wykonaj jakąś czynność domową zanim Twój partner zdąży Cię o to poprosić. Takie proszenie za każdym razem może być trochę wkurzające.
  3. Liściki. Romantyczny sposób na upiększenie codzienności. Napisz krótki miły liścik do swojej drugiej połówki i włóż jej go w kieszeń kurtki, do torby czy do zeszytu. Może to być zwykłe „Miłego dnia” albo „Uważaj na siebie”, ale taka niespodzianka na pewno wywoła uśmiech.love-heart-hand-romantic-large.jpg
  4. Powtarzaj się. Nawet jeśli nie masz demencji młodzieńczej, jak ja, w miłości wręcz wskazane jest powtarzanie się. Już kiedyś podziękowałaś mężowi, że pracuje, żeby rodzinie niczego nie brakowało? Już mówiłeś jej, że ją kochasz? Trudno, powiedz jeszcze raz. Powtarzaj często, ale tylko wtedy, kiedy naprawdę to czujesz.
  5. Bez okazji. W Walentynki pewnie kupisz dziewczynie kwiaty. A na co dzień? Jak często je dostaje? Kup czasem różę zupełnie bez okazji. A Ty kup mu ulubioną czekoladę.
  6. Żarty. Śmiejcie się z siebie i ze sobą. Róbcie sobie czasem małe psikusy. Mnie na przykład zdarzyło się uzupełnić kalendarz męża o ważne wpisy. Nie zabrakło przypomnienia, żeby kupić żonie diamenty w przeddzień moich urodzin i zrobić zamówienie na futra dla ukochanej przed Bożym Narodzeniem. Dzień egzaminu był natomiast opatrzony napisem „Nie mogę się doczekać!”.
  7. Ugryź się w język. Jeśli masz powiedzieć coś przykrego, lepiej zamilknij. Jeżeli okaże się to ważne i konieczne do powiedzenia – możesz zrobić to za kilka minut. Ale prawdopodobnie nie skorzystasz z tej opcji.red-love-romantic-flowers-large.jpg
  8. Razem do jaskini lwa. Twój ukochany idzie na ważny egzamin, rozmowę o pracę czy w inne miejsce, o którym sama myśl napawa go stresem? Jeśli tylko możesz, pójdź z nim do tej jaskini lwa. Jasne, nie wejdziesz za nim na salę egzaminacyjną czy do gabinetu lekarskiego, ale przytulisz w najbardziej stresujących chwilach oczekiwania, co w tym momencie będzie najważniejsze.
  9. Odrobina szaleństwa. Jeśli Twoja druga połówka bardzo Cię w tej chwili potrzebuje, a jest trzecia w nocy oczywiście możesz jej powiedzieć „Wybacz, ale muszę się wyspać, bo rano idę do pracy. Porozmawiamy popołudniu, kiedy się spotkamy”. Jeśli jednak ją kochasz i nie ma naprawdę ważnego powodu, dla którego nie mógłbyś tego zrobić to jedź do niej jak najprędzej. Choćby po to, żeby ją przytulić, położyć spać i odjechać. Nie wszystko w związku jest całkiem racjonalne.
  10. Najmniejsza rzecz robiona z miłości jest cenniejsza niż wielkie dzieła wykonywane z przymusu. Pamiętaj o tym każdego dnia. Tego, w którym będziesz miał ochotę obejrzeć głośno film, a ją będzie bolała głowa. Tego, w którym zagotujesz wodę na tylko jedną herbatę i wtedy usłyszysz, że chce mu się pić. I w Walentynki też.

A co, jeśli jesteś sam? Na jednym ze starych blogów, którego prawdopodobnie już nie znajdę napisałam kiedyś walentynkowy tekst o tym, żeby zrobić z tego dnia Święto Miłości. Miłości w każdej formie. W wielu miastach (w Łodzi odbywa się to w Manufakturze) w Walentynki można oddać gdzieś na mieście krew. Możesz też odwiedzić kogoś, kto jest sam. Albo spędź czas z rodziną – kiedy jeszcze mieszkałam w domu, Mama często przygotowywała dla swoich dzieci Walentynki. Miłość ma wiele imion.

Życzę Wam dużo miłości od święta i w codzienności!

Ania

PS: Mało romantyczne pytanie, ale czy ktoś z Was czyta mojego bloga na tablecie? Czy nagłówki postów wyświetlają Wam się prawidłowo? Mój podgląd podpowiada, że może być problem, a nie mam tabletu, żeby to sprawdzić, więc proszę o info, jeśli coś jest ucięte.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s