Książka papierowa vs ebook, czyli refleksje po roku korzystania z czytnika w 10 punktach

Jeszcze nieco ponad rok temu, gdybyście spytali mnie, czy książka elektroniczna może równać się z ebookiem, odpowiedziałabym: nawet tak nie żartuj. Byłam papierową nazistką. Dlaczego już nie jestem i jaki był dla mnie rok życia z czytnikiem ebooków?

  1. Sprawy łóżkowe. Przez pierwsze półrocze 2015 mieszkałam w domu rodzinnym, w którym dzieliłam pokój z siostrą. Obie jesteśmy stworzone do dzielenia z kimś pokoju – współlokator może po nim chodzić, palić światło, wstawiać wodę na herbatę, a zarówno ja, jak i N., śpimy jak zabite. Zwykle wynika to po prostu z niedospania: w wakacje zdarzało mi się, że jakieś światło i hałasy nie dawały mi zasnąć. Teraz mieszkam z mężem, którego także ciężko obudzić ze snu zimowego. Jeśli jednak dzielisz sypialnię z kimś, kogo drażni palone w nocy światło, a lubisz czytać do późna – czytnik jest super. Świeci własnym, niezbyt intensywnym światłem (to znaczy: na tyle intensywnym, że wszystko świetnie widzisz, ale jednocześnie nie jest to lampa drażniąca kogoś, kto ma niespokojny sen).
  2. Sesja. Niedługo po świętach, na które dostałam w prezencie czytnik, przyszła sesja zimowa. Pewnie wiecie, że oznacza to tonę skryptów, giełd, książek i notatek. Ja lubię uczyć się z notatek pisanych na komputerze – są bardziej czytelne, przejrzyste i mogę sformatować je tak, żeby miło mi się z nich korzystało. Gdybym chciała je wszystkie wydrukować, wydawałabym miliony monet na ksero i dźwigałabym sporo makulatury, która po tygodniu wylądowałaby w śmietniku (ewentualnie u młodszego kolegi, gdyby któryś był zainteresowany). Wrzucenie wszystkich potrzebnych materiałów na czytnik jest znacznie wygodniejsze. Najbardziej doceniam to, kiedy chodzi o prezentacje. Są na świecie dobrzy wykładowcy, którzy udostępniają je studentom. Jednak wiele slajdów to zdjęcia, wielkie hasła, niektóre z nich się powtarzają, bo taka była dynamika wykładu. Drukowanie wszystkich slajdów nie ma sensu. Wybieranie wartościowych zajmuje mnóstwo cennego czasu. Noszenie ze sobą komputera, aby uczyć się w autobusie lub na przystanku – słabe. Czytnik wydaje się w tej sytuacji złotym rozwiązaniem.
  3. Wakacje. Często kiedy wybierasz się na wakacje samolotem, jesteś zmuszony stanąć przed wyborem: zabrać piętnaście kilo książek czy dorzucić też jakieś ubrania i kosmetyki. Odpowiedź jest oczywista – na wakacjach nikt Cię nie zna i na pewno nie zorientują się, że cały tydzień chodzić w tej samej koszulce. Malować też się nie musisz. Jeśli jednak masz inne zdanie albo Twój laptop i aparat sporo ważą – zamiast kilogramów książek możesz wziąć czytnik, a nim kilkanaście (nawet kilkaset, ale kto ma takie długie wakacje?) tytułów. Ja nie sądziłam, że przeczytam tak dużo i w pewnym momencie brakło mi książek. Już myślałam, że nauczę się pływać, ale na pomoc mi wyszło hotelowe Wi-Fi i czytnik znów napełnił się książkami.
  4. Życie w drodze. Pewnie już wiecie, że nałogowo czytam w komunikacji miejskiej, pociągach i na przystankach, a także kiedy czekam na wizytę u lekarza, stoję w bardzo długiej kolejce albo trafi mi się okienko między zajęciami. Staram się wykorzystywać każdą wolną chwilę, w trakcie których mogłabym się nudzić. (Teraz, w sesji, wygląda to trochę inaczej – zwykle jestem tak styrana wracając z egzaminu, że słucham Beyonce i mój mózg ma siłę tylko tańczyć.) Często książki, które czytam są długie i musiałabym nosić ze sobą taki plecak. Czytanie z czytnika jest też łatwiejsze na nieoświetlonym przystanku albo w ciemniejszym miejscu w autobusie. A, no i można czytać na stojąco – jedną ręką trzymasz się drążka, w drugiej dzierżysz przyjaciela.
  5. Szybko! Nawet nie wiecie, jak się cieszę z książek, na które poluję latami. Kiedy już mi się uda ją dorwać, najchętniej bym ją wycałowała. Ale czasem mam wielką ochotę przeczytać coś od razu. Ale księgarnie są już zamknięte. Ale książka jest obecnie niedostępna. Ale musiałabym daleko jechać, a przecież jest tak zimno. A książkę na czytnik kupuję (lub pobieram za darmo – pisałam o tym tu) w chwilkę i od razu czytam, jeszcze tej samej nocy. U mnie z książkami jest trochę jak ze słodyczami i winem – kiedy mi się ich zachce, ciężko mnie powstrzymać.
  6. Poligamia czytelnicza. Dość często zdarza mi się czytać kilka książek jednocześnie. Dotyczy to książek grubych i jednocześnie papierowych (czytam je głównie w domu, do tramwaju zabieram coś lżejszego) albo książek ciężkich gatunkowo (czasem nie mam siły czytać czegoś ambitniejszego niż kryminał) albo Dickens jakiś autor tak mnie przygnębia, że po wyjściu z tramwaju zastanawiam się jak się ustawić, żeby ten mnie przejechał. Na czytniku mam więc zwykle kilka różnych książek.
  7. Klimat i oprawa. Niestety, tutaj czytnik zawodzi. Nigdy nie zastąpi otworzenia świeżo kupionej książki, dotykania gładkiego papieru i pisania na marginesach uwag ołówkiem (w sumie robię to tylko w Biblii i podręcznikach, ale lubię to potem odnajdywać). Nie zastąpi też książki z biblioteki, z pożółkłymi kartkami, erratą przyczepioną do ostatniej strony i setką odcisków palców, które zostawili na niej czytelnicy. Ja jestem romantyczką i dla mnie papierowa książka nigdy nie umrze.
  8. Złośliwość rzeczy martwych. Niestety, romantycy zapominają też czasem o takich szczegółach jak sprawdzenie, czy bateria jest naładowana. Czasem przed pięciogodzinną podróżą. Na szczęście za oknem też są ładne widoki, a głowa dostarcza wielu tematów do rozmyślań (nienawidzę jej za to).
  9. Dzielenie. W przypadku książek papierowych dzielenie jest proste: pożyczam komuś przeczytaną książkę i często jej już nie zobaczę. W przypadku książek elektronicznych nie ma dzielenia. Jest sharing. I na ogół odbywa się on trochę szybciej, co ma swoją cenę. Strasznie lubię rozmawiać o książkach i spotkanie, aby pożyczyć czy oddać książkę to świetna okazja do pogadania na ten temat. A kiedy wyślę znajomemu PDF-a i po tygodniu spytam „i jak?”, on pewnie odpowie „spoko”, bo piszemy na fejsie, a właśnie ktoś udostępnił Najśmieszniejszy Filmik Świata, ktoś się oświadczył, a ktoś polubił stronę „Jedzenie, które wygląda jak Lana del Rey”.
  10. Dwa w jednym. Jeszcze jeden punkt dla czytnika. Nie wiem, czy każdy posiada tę funkcję, ale na moim można zapuścić fajną nutkę, np. soundtrack do Gatsby’ego, gdy czytamy Gatsby’ego. Fajna sprawa, szczególnie w miejscach, gdzie jest głośno i chcemy lepiej skupić się na lekturze.

Twierdzenie, które zawarłam w tytule tego postu jest trochę bezzasadne. To tak jakbym napisała „papryka vs ogórek”. Czasem mam wielką ochotę na paprykę, a innym razem nie mogę na nią patrzeć, za to zjadłabym mizerię. Fajnie korzystać z zarówno jednych, jak i drugich książek. Jeśli jesteś papierowym nazistą, ale nigdy nie korzystałeś z czytnika – spróbuj, ja odnalazłam w takim czytaniu wiele atutów.

Podzielcie się Waszymi doświadczeniami czytelniczymi – jak częściej czytacie i książki w jakiej formie lubicie? Może przekonacie mnie, że papierowa książka nie ma przyszłości, a może, że ebooki to profanacja i grzech czytać?

I jeszcze jedno: przepraszam Was za tak oficjalny charakter tego postu. Być może to zmęczenie i tylko ja odnoszę takie wrażenie. Jeśli jednak Wy też uważacie, że jest napisany trochę sztywno – wybaczcie, chyba przez egzaminy nabrałam jakiegoś akademickiego szyku. Dziś sesja się skończyła i obiecuję pozbyć się go jak najprędzej.

Dzisiaj będę już tylko czytać i pić wino – kto chce, niech dołącza.

Wasza Ania

Advertisements

6 uwag do wpisu “Książka papierowa vs ebook, czyli refleksje po roku korzystania z czytnika w 10 punktach

  1. Czytnika nie mam, do tej pory ogarniam tradycyjne książki. Ale w (przynajmniej kilku punktach) muszę się z tobą zgodzić – podróż lub zabieranie do tramwaju np. takiej „Mojej walki” Knausgarda (liczącej jakieś 1000 stron) nie jest wygodne :P Zwłaszcza wtedy, kiedy praktycznie cały dzień spędza się poza domem.

  2. Mam czytnik od kilku lat (po wakacjach z córką, gdy wzięłyśmy po kilka książek każda, na miejscu dokupiłyśmy kilkanaście, a potem na własnych plecach trzeba było to nieść). Papierowe książki oczywiście też są w użyciu.

    Znalazłam się tu przypadkiem (wpis sprzed roku o wieczornych rytuałach), przeczytałam kilka postów i chyba będę zaglądać. Fajnie piszesz, uśmiałam się nie raz. Podoba mi się Twoje poczucie humoru.

    Pozdrawiam serdecznie

    1. Właśnie to dźwiganie jest jednym z bardziej przekonujących argumentów do korzystania z czytnika :)

      Bardzo mi miło :) Serdecznie zapraszam i pozdrawiam :)

  3. Aniu, jaki model czytnika posiadasz? Ja próbuję właśnie rozwiązać swój kryzys czytelniczy i zastanawiam się nad kupnem. I właśnie-czy czytnik naprawdę dobrze sprawdza się na uczelni? Pdf-y, notatki, prezentacje-daje się to wszystko wygodnie odtworzyć na czytniku?

    1. Posiadam prosty czytnik Trekstor 3.0. Z innego nie korzystałam, więc nie mam porównania, jak wypada wśród konkurencji, ale ja zdążyłam się do niego przyzwyczaić i się polubiliśmy :)

      Prezentacje czyta się z czytnika fajnie, ale reakcja w przewijaniu stron nie jest natychmiastowa – jeśli chcesz w błyskawicznym tempie przerzucić wiele slajdów, bo czegoś szukasz to może być słabo (chyba wygodniej przesuwać je wtedy na tablecie). Jednak do nauki, kiedy czytasz slajdy sprawdza się dobrze (można ustawić pionową lub poziomą orientację, jak Ci wygodniej).
      Jeśli chodzi o notatki – zwykle przed wrzuceniem na czytnik zwiększam trochę czcionkę. Co prawda, można zwiększyć wielkość czcionki już na czytniku, ale wówczas przesuwają się czasem tabelki, więc jeśli notatki je zawierają, wolę to zrobić wcześniej, na komputerze.
      Najmniej wygodne było dla mnie czytanie PDF-ów zrobionych z ksero książek, zwłaszcza tych, gdzie jedna strona PDFu to dwie strony książki. Jest to praktyczne przy drukowaniu, ale na ekranie czytnika było to trochę za małe. Jednocześnie widział on te zdjęcia jako…zdjęcia, więc nie dało się powiększyć czcionki, można było tylko powiększyć stronę i przesuwać ją, co nie było zbyt wygodne. Przeczytałam w ten sposób parę tekstów, ale jednak zdjęcia książek wolę odczytywać na komputerze.
      I jeszcze jeśli chodzi o baterię – w porównaniu do innych czytników, ten wytrzymuje dość krótko – jakieś osiem godzin. Nigdy mi to jednak nie przeszkadzało, ani w codziennym użytkowaniu, ani na wyjazdach, bo zawsze mieszkam gdzieś, gdzie znajdzie się gniazdko z prądem ;)

      Ja dzięki czytnikowi czytam zdecydowanie więcej. Model, który posiadam nie jest też zbyt drogi (w porównaniu do Kindle chociażby), więc jego zakup nie wiąże się z ryzykiem wyrzucenia w błoto dużej ilości pieniędzy ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s