Czytam, bo jestem na wakacjach

Mam duszę kujona.

Przekonałam się o tym po raz kolejny w trakcie podróży poślubnej. Mój Mąż uwielbia pływać i, podczas gdy on robił kolejne kilometry w Morzu Śródziemnym, ja pływałam na bananie, skuterze wodnym, skakałam na bungee i piłam szampana za tysiąc euro. Wiem, że nikt nie uwierzył, ale oczywiście zaznaczę, że żartuję. Tak naprawdę byłam w tym czasie w Orlando, Nowym Jorku, szpitalu psychiatrycznym, obozie koncentracyjnym i na Santorini, czyli z nosem w książkach. Po raz kolejny doceniłam czytnik i hotelowy internet. Niektóre z przeczytanych przeze mnie pozycji są wybitnie wakacyjne. Inne – wybitnie nie. Zresztą sami zobaczcie.
Pierwszą książkę kupiłam parę godzin przed wylotem, kiedy poszliśmy z Mężem do sklepu po czasopisma do samolotu. Do gazety dla kobiet dołączona była książka o MegaTematycznym tytule „Zabierz mnie do Grecji”. Zawierała dwa opowiadania, które można streścić bardzo krótko: mało Grecji, dużo seksu. Czyli Grey w owczej skórze. Świetna: 1/10.
„Poznasz głupiego po czynach jego” to jedna z wielu mądrości przekazywanych przez kultowego Forresta Gumpa. Po przeczytaniu książki, na podstawie której nakręcony był film, dochodzę do wniosku, że każdy z nas jest w jakimś stopniu Forrestem, a najprawdziwsze jest dla mnie zdanie: „-To jest moje życie! – mówię, chociaż sam dobrze nie wiem, o co mi chodzi.”. W książce poruszonych jest trochę więcej wątków i inaczej poprowadzona jest historia Jenny. Ta książkowa jest bardziej spójna i zyskała moją większą sympatię niż filmowa.
Kolejna książka, z której wyrósł później znany film to „Lot nad kukułczym gniazdem„. Filmu nie oglądałam, kiedyś widziałam sztukę w języku angielskim, która wzruszyła mnie do łez, mimo że była w języku angielskim i nic nie zrozumiałam. Po przeczytaniu nie będziecie mieć ochoty na kontakt z psychiatrą kiedykolwiek. A moje serce szczególnie poruszył jeden z pacjentów, który wykrzykiwał „jestem zmęczony”. Nikogo tak dobrze nie rozumiem  jak jego.
Równie mocno poruszyła mnie bardzo prosta i wzruszająca pozycja – „Chłopiec w pasiastej piżamie„. Jeśli
jeszcze nie obejrzałeś i nie przeczytałeś – zrób to. Może niekoniecznie na wakacjach, bo jednak trochę przygnębia. A mówi Wam to osoba, która na pięć minut przed kolacją wigilijną kończy czytać „Byłem asystentem doktora Mengele” (ogólnie polecam, ale nie przed jedzeniem ani uśmiechaniem się).
Wreszcie przeczytałam coś Marka Hłasko! „Piękni dwudziestoletni” to książka, po którą warto sięgnąć, aby przekonać się, że Hłasko jest prawdziwym polskim Kerouckiem – zarówno pod względem życiorysu, jak i fantastycznej narracji. Chciałabym wyglądać jak Emma Watson, przemawiać jak Obama i pisać jak Hłasko – póki co mam twarz tłumu (mój rysopis jest bardzo prosty: ma oczy, czoło i nos), zacinam się, kiedy proszę o bilet w kiosku i piszę jak piszę (poziom tego ostatniego możecie ocenić sami).
Nigdy nie obejrzałam w całości „Śniadanie u Tiffany’ego„, więc przeczytałam książkę. Holy w mojej głowie ma twarz Audrey Hepburn i jest jedną z piękniejszych książkowych twarzy depresji. Choć Jose uparcie twierdził, że to tylko smutek, nie choroba, dawno nie współczułam tak serdecznie żadnemu bohaterowi. I dawno nie rozumiałam niczyjej logiki tak dobrze jak Holy, która spontanicznie jedzie do Nowego Jorku w przeddzień Życiowej Szansy, bo…jeszcze nigdy tam nie była.
Bardzo lubię książki o licealistach i innych high schoolach. Przypomina mi się ten czas i czuję, jakbym znów miała siedemnaście lat i pracę domową z matmy (od dwóch lat nie mam kontaktu z matematyką i wczoraj musiałam porządnie się zastanowić, ile mam zapłacić za dwie rzeczy w knajpie – czas na powtórzenie dodawania i odejmowania w zakresie trzydziestu). Dlatego fajnie mi się czytało „Papierowe miasta” Johna Greena. Margo to kolejna bohaterka z ciekawą filozofią życia – trzeba żyć tak, żeby nonstop mieć przyśpieszony oddech i szybkie bicie serca (w moim przypadku mogłoby to polegać na ciągłym wchodzeniu po schodach.). Pointa mnie rozczarowała, ale sama Margo twierdziła, że to planowanie sprawia więcej frajdy niż efekt ostateczny, z czym się po części zgadzam (wiecie, że samo rozprawianie o spełnianiu swoich marzeń daje organizmowi podobne wrażenia jak ich spełnianie? – to dlatego u wielu ludzi na mówieniu się kończy).
Zaczęłam jeszcze czytać „Zajazd Jerozolima” Marthy Grimes, ale póki co odłożyłam. Jakoś średnio pasował mi ten klimat Bożego Narodzenia w sierpniu, ale robi się coraz zimniej, także już niebawem zacznę puszczać sobie „Happy Christmas” Johna Lennona i ronić łzy, robiąc kakao.
Bo tak w ogóle: wiecie, jakie jest ulubione ciastko Małysza?
Z kakałem!
Kurtyna.
Dajcie znać, co Wy czytacie na wakacjach – już niedługo będę czytać więcej, bo (nadal) mam daleko do domu. A jesienią trzeba czytać, bo co nam pozostało?
Całuję Was,
Ania
Advertisements

2 uwagi do wpisu “Czytam, bo jestem na wakacjach

  1. „Chłopiec w pasiastej piżamie”- świetna książka, a filmu też nie widziałam. No i „Lot nad kukułczym gniazdem” to samo… :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s