Życie to surfing, więc nie bój się zmian

Jeśli życie to surfing to ja aktualnie jestem na wielkiej fali.

Niedługo dużo się u mnie zmieni, a teraz szykuję się do tych zmian. Dlatego każda z dób jest za krótka, a porady na bezbolesne wstawanie przestają dobrze działać, bo snu jest zdecydowanie za mało.

Ale nie opuszcza mnie dobry nastrój (a raczej permanentna ekscytacja), bo ten intensywny czas jest też bardzo, bardzo radosny. Właściwie z niczego jeszcze się tak nie cieszyłam. To, co teraz się dzieje, przełomowością przewyższa wszystkie matury, przeprowadzki i inne bzdury. A szczęścia, które towarzyszy temu szaleństwu opisać się nie da, nawet kiedy jest się tak wybitnym w opisywaniu uczuć jak ja.

Przechodząc do sedna: z przyjemnością dzielę się z Wami informacją, że za siedem tygodni wychodzę za mąż. I od dwóch tygodni żyję właściwie tylko tym. Jestem szczęśliwa, podekscytowana i spełnia się moje największe marzenie. Oprócz tego, że biorę ślub, organizuję także wesele, więc frajda milion (dojrzałe słownictwo przyszłej żony). To bardzo przyjemna praca, ale także dość absorbująca. Dni spędzam więc na załatwianiu spraw okołoślubnych, a noce na blogach i portalach „w poszukiwaniu inspiracji” (całkiem serio – błogosławię ludziom, którzy stworzyli internet, większość rzeczy znajduję albo zamawiam za jego pośrednictwem). Jeśli kiedyś organizowaliście wesele własne lub byliście drużbami, wiecie, że jest to całkiem konkretne zagadnienie logistyczne, zwłaszcza kiedy dysponujemy tylko kilkoma tygodniami. Na dodatek równolegle z przygotowaniami przebiega moja najcięższa do tej pory sesja (trzymajcie kciuki za statystykę, ten egzamin to wielka niespodzianka, niekoniecznie miła), więc nawet bez organizacji ślubu byłby to intensywny czas.

Piszę to wszystko nie tylko, żeby podzielić się swoim szczęściem i poprosić o wsparcie psychiczne, ale też wytłumaczyć, dlaczego w najbliższym czasie moja aktywność na blogu będzie ograniczona do minimum. A jeśli na jakąś starczy czasu to nie zdziwcie się, jeśli wyjadę jak Filip z konopi z tematyką ślubną. Ten blog jest trochę obrazem tego, co jest w mojej głowie. W tej chwili na przykład repertuar zespołu i regresja logistyczna, jakby ktoś był ciekawy.

Trzymajcie się ciepło!

Wasza (jeszcze) panna Anna

PS: Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała jakieś złotej myśli. Uwierzcie, że to słowa prosto z mojego serca. Zależy mi, żeby każdy to zapamiętał i zrozumiał. Ja chyba zrozumiałam i dlatego robię to, co robię.

Życie jest krótkie!

Reklamy

11 uwag do wpisu “Życie to surfing, więc nie bój się zmian

  1. Aniu, Gratulacje że to już!
    Czy życzycie sobie gości na ślubie? :D
    Ja siedzę w „Błękitnym zamku” i jestem zakochana <3. Jako Statystyko-zarządzacz trzymam kciuki i nadal służę pomocą ;)

    1. Dziękuję :* Życzymy, życzymy i już za moment zaczynamy rozsyłać zaproszenia :)
      Ja wrócę do książek chyba dopiero jako Ania K. :D

  2. Aaa gratulacje!
    Jak zobaczyłam tytuł to tak mi przemknęło przez myśl, że może to ta informacja i proszę :D
    Ma się jednak tą intuicję xd
    Jeszcze raz gratulacje i ściskam mocno kciuki!

  3. Gratulacje z okazji ślubu !!! To w sumie fajny czas, choć ja pamiętam, że wkurzała mnie ta cała otoczka ale z drugiej strony jak działacie razem i macie w sobie tę radość to pewnie jest inaczej. Jednak mój mały zapał do przygotowań powinien dać mi do myślenia ;).

    1. Dziękujemy :) Dla nas sam początek przygotowań, kiedy jeszcze nie wiedzieliśmy jak to się potoczy było trochę stresujące, ale później zaczęło iść jak po maśle i takie przygotowania to sama przyjemność :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s