Czy mam szansę być Paryżanką?

Jeśli połknęłaś kij od szczotki, nigdy się głośno nie śmiejesz i nie masz charakteru, prawdopodobnie byłabyś świetną Paryżanką.

To przynajmniej można by wywnioskować z porad Madame Chic, z książki Jennifer L. Scott. Czytając większość z nich, pytałam siebie „po co to robić?”. I doszłam do wniosku, że pełne klasy i spokoju życie Madame Chic jest po prostu smutne i nudne. Życie musi być trochę dynamiczne, niezaplanowane, bo jest piękne, cenne i warte tego całego zamieszania, które wokół niego tworzymy. A do tego, co zawsze powtarza mój Tata, jest do cna proste. Jeśli staje się skomplikowane, zwykle jest to nasza zasługa.

Niemniej, w książce znalazłam też kilka porad, które warto przemyśleć. Zapraszam Was do lektury krótkiego zestawienia plusów i minusów bycia Paryżanką z mojego punktu widzenia (oczywiście na potrzeby tego posta „Paryżanką” nazywam osobę, która jest przedstawiona w książce „Lesson from Madame Chic”, jakkolwiek mityczny i odległy od rzeczywistości byłby ten obraz).

DLACZEGO MOGĘ BYĆ PARYŻANKĄ?

1. Bo przy posiłkach jest rozmowa, nie fejs. U mnie w rodzinie przy wspólnych posiłkach także telefony i komputery odłożone są w innym pokoju. Dzięki temu mamy szansę porozmawiać. I często są to bardzo ważne i ciekawe rozmowy. Musi być więc jakieś ziarno prawdy w tym, że siedzenie przy stole wpływa na ich jakość (rzadziej prowadzimy ambitne rozmowy na kanapie, na ławce w ogrodzie czy innych miejscach).

2. Bo lubię korzystać z moich najlepszych rzeczy. Nawet gdy jestem sama w domu, piję herbatę z filiżanki, nie z kubka, bo po prostu taka bardziej mi smakuje. I mam tendencję do ubierania się „za dobrze” w stosunku do okazji, co też wynika z wielkiej chęci wyciągania z szafy tych „niedzielnych” ubrań.

3. Bo dużo chodzę. Madame Chic nie używa samochodu i ja też nie. Według mojego krokomierza (którego dość często zdarza mi się nie zabierać na spacery do lasu) dziennie robię średnio około dziewięciu tysięcy kroków. I rzadko jest wśród nich zwykły spacer, ten wynik „robi” mi zwyczajne przemieszczanie się po mieście.

4. Bo lubię zajmować się domem. Dla Madame Chic sensem życia jest codzienne podawanie trzydaniowego obiadu. Jeszcze nie jestem na tym levelu, ale lubię przebywać w moim domu i takie codzienne czynności, które mogą wydawać się upierdliwe – sprzątanie, pranie, pieczenie, sprawiają mi radość. Jeśli istnieje jakiś zawód stworzony dla mnie to jest to pani domu, zdecydowanie. W książce znajdziemy też rozdział poświęcony drobnym przyjemnościom. W mojej biografii byłoby to określone „cieszę się ze wszystkiego jak głupia”. W tym poradniku jest to rozdział „find simply pleasures„. W sumie chodzi jednak o to samo.

5. Bo lubię sztukę. Wyglądam na osobę, która nie jest ani trochę zainteresowana kulturą, to samo można wywnioskować po krótkiej rozmowie ze mną. I w zasadzie to chyba nie tyle lubię samą sztukę, co emocje, które ona wywołuje. Słuchając wielu utworów, zwłaszcza na żywo, łatwo się wzruszam. W sztukę w teatrze zwykle wciągam się tak, że oglądam z mimowolnie otwartymi ustami (jak dobrze, że na widowni jest ciemno!). Kiedyś podobały mi się zdjęcia na ścianie. Dzisiaj wolałabym chyba jakiś ładny obraz lub artystyczne zdjęcie niż wieszanie siebie i moich bliskich (swoją drogą, czy to nie brzmi brutalnie?).

DLACZEGO NIE ZOSTANĘ PARYŻANKĄ?

1. Bo nie mam uśmiechu Mona Lisy. Madame Chic zachęca do tajemniczości i lekkiego, zagadkowego uśmiechu w stylu Mona Lisy. Cóż, mnie jest raczej bliższe rżenie a’la koń, a ogólnie to w okazywaniu emocji jestem spontaniczna jak dzieciak. Powiem więcej – bez tych emocji, moje życie nie byłoby nic warte.

2. Bo życie jest za krótkie, żeby nosić dziesięć ubrań. Kiedy czytałam poradnik po raz pierwszy, bardzo podobała mi się koncepcja dziesięcioelementowej szafy. Próbowałam nawet wcielić ją w życie, wybrałam chyba trzynaście części garderoby, które nosiłam kilka tygodni. Dość szybko mnie to jednak znudziło i zmęczyło. Dla mnie ubranie to trochę przebranie i wielką frajdę sprawia mi wielka szafa (właściwie garderoba, ale gdybym miała szafę na moje ubrania, musiałaby być spora) pełna przeróżnych ubrań, w wielu stylach. Jednego dnia mogę wyglądać jak pracownik biurowy, a następnego jak hipis. W poniedziałek zakładam na głowę opaskę z kwiatów, a we wtorek czeszę eleganckiego koka. Jest tydzień, w którym zachwycam się minimalizmem i chodzę cały czas w jednej sukience lub bardzo zbliżonych zestawach, a kolejny przeżyję w dresie, sukni do kostek, złotej koszuli i chustkach po babci, przebierając się nawet dwa razy dziennie. Podsumowując: nie mam stylu i ubieram się trochę kompulsywnie. Polecam.

3. Bo podjadanie jest sexy. Może podjadanie nie jest chic. I sexy tak naprawdę też nie jest, ale jeśli tylko przelatujesz ten tekst wzrokiem to prawdopodobnie zatrzymał się on w tym momencie. Madame Chic zakazuje podjadać. Żadna szanująca się Paryżanka nie będzie szła ulicą i jednocześnie jadła. Jak już kilka razy wspominałam, jedzenie nie jest moją pasją, moją miłością, moim sensem życia. Nie celebruję więc go. Wiele posiłków jem, bo jestem do bólu racjonalna i wiem, że trzeba coś jeść, bo później jest się poddenerwowanym-nie-wiadomo-dlaczego-choć-wcale-nie-głodnym. Kiedy natomiast mam ochotę na coś słodkiego, zjem to niezależnie od okoliczności – w autobusie, na wykładzie, pod sklepem lub już w sklepie (choć wstyd mnie ogarnia, kiedy podaję przy kasie pusty papierek po batoniku). W swoim nieokrzesaniu nie lubię też oczywiście przyjęć przy stole i codzienne jedzenie trzydaniowego obiadu mogłoby mnie wprowadzić w nerwicę. Wyjątkiem są te fajne spotkania, na których świetnie się gada, a jedzenie jest sprowadzone tam, gdzie jego miejsce, czyli do dodatku do spotkania, a nie jego celu i sensu.

4. Bo czasem nie mam pieniędzy. Madame Chic radzi, aby jakość przedkładać ponad wszystko. Pewnie gdybym była dobrze usytuowaną potomkinią arystokratów, która może sobie pozwolić na pracę na pół etatu i dostatnie życie, też bym tak uważała. Nie jestem też mitycznym „bidnym studentem” jedzącym parówki, ale często muszę powtarzać zdanie wypowiadane przez bohaterów Kerouacka: „trzeba redukować koszty utrzymania”. Bieda mi nigdy w przysłowiową dupę nie zajrzała i nie wiem, co to znaczy utrzymać się za złotówkę dziennie w czasach, w których najtańsze wino kosztuje dwa złote (jedno wino na dwa dni w niektórych okolicznościach to prawdziwy ludzki dramat). Ale czasem mam w kieszeni dwadzieścia złotych i RYZYKUJĘ WSZYSTKO z honorem na czele, czekając na rachunek przy kasie. No i nie zawsze mnie stać na produkty najwyższej jakości (choć wiem, że to nieprawda, że najdroższe jest najlepsze).

5. Bo świat jest prawdziwy aż do bólu i nie ma w nim miejsca na sztuczność. A świat Madame Chic wydaje się sztuczny. Jest bardzo elegancki i świetnie zorganizowany. Ale nie ma w nim miejsca na spontaniczność, noce pełne łez czy okazywanie emocji w miejscach publicznych. A w moim jest tego miejsca dużo, choć wciąż za mało. Chcę umrzeć syta życia, prawdziwego życia, a nie pozorów, zastanawiania się, wahania. Bo, słuchajcie, być może będzie to najważniejsze zdanie, jakie napiszę na tym blogu. Być może Tobie też wyryje się w sercu tak mocno, jak mnie ostatnio i też zmieni Twoją perspektywę całkowicie. ŻYCIE JEST BARDZO, BARDZO KRÓTKIE! Nie ma co się długo zastanawiać nad jakąkolwiek decyzją, bo ono naprawdę TRWA TYLKO CHWILĘ! Kiedy uświadomiłam sobie ten trywializm, miałam wrażenie, że trzymam w ręku tajemnicę wszechstworzenia. To tylko chwila, krótka chwila… Niech będzie zatem pełna prawdziwości i radości.

W gimnazjum w statusach na GG i Złotych Myślach pisało się „Nikt nie będzie mi mówił jak mam żyć, bo nikt za mnie nie umrze”. Nawet jeśli czasy gimnazjalne są dla Ciebie mglistym, odległym wspomnieniem, aktualne pozostało to, że nikt Ci nie powie, jak masz żyć. Może chcesz, żeby Twoje życie opierało się na trzydaniowych obiadach i otaczaniu się aurą tajemniczości. Może pasować Ci wzór życia, który proponuje Madame Chic. Masz do tego pełne prawo. Ale pamiętaj, że masz do dyspozycji tylko jedną krótką chwilę – niech będzie piękna i zgodna z tym, co podpowiada Ci serce!

Wasz internetowy kaznodzieja,

Ania

/źródło zdjęcia/

Reklamy

8 uwag do wpisu “Czy mam szansę być Paryżanką?

  1. To chyba czwarta recenzja tej książki na blogu, jaką widzę, choć pierwsza, która przeczytałam dokładnie od początku do końca. Chyba muszę ja przeczytać.
    Boję się jednak, że pogłębi się dualizm mojej osobowości – z jednej strony kręci mnie ta cała elegancja, etykieta i zagadkowe, tajemnicze uśmiechy, a z drugiej, jak piszesz, życie jest za krótkie, żeby było sztuczne, pozbawione wybuchów niekontrolowanej radości i innych emocji.

    1. W takim razie dziękuję za przeczytanie od początku do końca! :) Ja często słyszałam, że w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie i chyba coś w tym jest – ktoś zacznie pić więcej wody, użyje wreszcie najładniejszej filiżanki w „zwykły dzień”, a kogoś innego zachwyci perspektywa bycia tajemniczą Mona Lisą :) Sama lektura jest bardzo przyjemna, książka zawiera dużo anegdotek, więc miło się ją czyta, nawet abstrahując od tego, czy chcemy wprowadzić lekcje Madame Chic w życie :)

  2. Czytałam książkę i w sumie mam podobne odczucia do Ciebie.
    Zresztą tak samo mam ze wszystkimi prominimalistycznymi pozycjami.
    Nie kupuję tego.

    1. Przeżyłam już jeden rok fascynacji minimalizmem i był nawet fajny. Ale ten obecny to rok fascynacji życiem i jest jeszcze lepszy :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s