Czytam, bo mam daleko do domu: marzec

Najwyższy czas na czytelnicze podsumowanie marca. Chciałam zrobić to jutro i napisać, że nic nie przeczytałam, ale jeśli gdzieś jest granica suchości mojego żartu to chyba właśnie bym ją przekroczyła.

Zacznijmy od klasyki – przez jakiś czas podróżowałam z Marianną, Eleonorą i innymi bohaterami „Rozważnej i romantycznej” Jane Austen. Do tej pory czytałam tylko „Dumę i uprzedzenie” tej autorki (było to zresztą w podróży do Chorwacji; chyba od zawsze czytałam tylko dlatego, że jechałam, ewentualnie jechałam po to, żeby czytać). Oprócz tego, że te powieści są naprawdę przyjemne w czytaniu, bardzo „gładkie”, jak lubię określać książki, które po prostu łatwo się czyta, prowokują też do ciekawych spostrzeżeń. Moje, po przeczytaniu „Rozważnej i romantycznej”, to: nic się nie zmieniło. Nadal komentuje się pięć razy to samo, żeby podtrzymać rozmowę. Nadal rozmawia się o pogodzie (jako mieszkaniec pojazdów MPK, słyszałam już jakieś kilkaset razy, że „w święta to ma śnieg z deszczem być”). Nie ma co prawda fejsa, są za to plotkary. Nie ma smsów, jest poczta dwupensowa. Jest miłość, zawody, histeria – SAMO ŻYCIE.

Jeśli lubicie biografie, mogę polecić Wam fajnie napisane historie czterech kobiet, które łączy jedno – wszystkie były żonami pisarzy. „One. Kobiety, które kochały pisarzy” Radosława Romaniuka to książka, którą dostałam w prezencie i jednocześnie jedyna papierowa pozycja, którą przeczytałam w tym miesiącu. To taki nieśmiały głos w ramach dyskusji „czy czytnik e-booków może zwiększyć ilość czytanych książek”.

Szczególnie podobała mi się narracja w historii Zofii Tołstojowej – ta część wciągnęła mnie bez reszty. Warto przeczytać, bo jesteśmy tym kobietom sporo wdzięczni – kto wie, czy bez wsparcia, żmudnego przepisywania czy ukrywania dzieł, moglibyśmy dzisiaj czytać Iwaszkiewicza, Kasprowicza, Mandelsztama czy Tołstoja.

Są tacy pisarze, o których słyszę latami i wciąż mówię „muszę go przeczytać”. W końcu, zwykle kiedy moja gorączka i napalenie opadną, mam okazję. Tak było z Harukim Murakamim, którego trzy zbiory opowiadań miałam okazję mieć w ręku w marcu. Zaczęło się od „Wszystkie boże dzieci tańczą”. Kilka opowiadań, kilka obrazków z życia, kilka ludzkich historii. Każda z nich kończy się w odpowiednim momencie – wtedy, kiedy naprawdę chcę więcej. Mogę śmiało powiedzieć, że to jeden z najlepszych zbiorów opowiadań, które czytałam w ostatnim czasie. Trochę mniej spodobało mi się „Koniec świata i hard-boiled wonderland” – książka, której akcja rozgrywa się w dwóch rzeczywistościach i „Kronika ptaka nakręcacza”, ale nadal uważam, że były niezłe i mówię to jako osoba, która naprawdę nie przepada za science-fiction.

W ostatni weekend przypomniałam też sobie „Lessons from Madame Chic” Jennifer L. Scott. Potrzebowałam chyba jakieś lekkiej lektury, poradnika, który się szybko przelatuje i ten był jak znalazł. To także jedyna książka anglojęzyczna przeczytana w marcu; chciałabym, żeby co miesiąc pojawiła się choć jedna taka, może następnym razem jakaś powieść. Przy drugiej lekturze tego poradnika, doszłam do na tyle rozbudowanych wniosków, że podzielę się nimi z Wami w osobnym poście.

Na koniec trochę oszukam, bo przedstawię książkę, której jeszcze nie skończyłam, jestem gdzieś w połowie. Nie chcę jednak przenosić jej na kolejny miesiąc, bo teraz mam wrażenia na świeżo i są one dla mnie cenne. Niech to zatem będzie wisienka na marcowym książkowym torcie.

„W drodze” Jacka Kerouaca to książka, która napełnia moje serce ogromną tęsknotą, która pochłania mnie bez reszty, o której nie mogę przestać myśleć. Czytając ją, prawdopodobnie dojdziesz do wniosku, że większość rzeczy, do których dążyłeś w życiu była bez sensu, a najbardziej to chciałbyś jeździć stopem po całej Ameryce, nawet jeśli jesteś taką ciepłą kluchą jak ja. Stany Zjednoczone to kraj, który znam tylko z filmów i książek, ale kocham ten mityczny obraz całym sercem i przed wyjazdem tam chroni mnie tylko obawa przed utratą wyimaginowanej wizji pięknej wielkiej Ameryki z powietrzem pachnącym wolnością. Gdybym się tego tak nie bała, już dawno byłabym kelnerką w jakimś podrzędnym barze we Frisco i spełniała swój bidny amerykański sen.

Trudno mówić tu o zwrotach akcji, o skonkretyzowanej fabule, ale jeśli też lubisz sobie amerykańsko pomarzyć to „W drodze” na pewno Cię porwie. Spróbuj, może jeszcze nie jesteś za stary na tę książkę. Ja z ulgą stwierdzam, że nie jestem. Jeszcze życia nie znam. Wiem tylko, że „jest święte, a każda chwila bardzo cenna”.

To tyle, jeśli chodzi o to, co robiłam w autobusach w marcu (z moich postów z tej serii można by zrobić książkę „W drodze” o książkach). Jedyną pozycją czytaną w zaciszu domowym była książka Radosława Romaniuka. Ogólnie to ostatnio w domu czytam głównie Biblię, ale jeszcze nie skończyłam, więc nie zdradzę Wam o czym jest (nawet nie proście!).

Pozdrawiam,

Ania

źródło zdjęcia: klik

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Czytam, bo mam daleko do domu: marzec

  1. Dużo przeczytałaś, ja kolejny raz mogę Ci tylko pozazdrościć:) Ja Murakamiego bardzo lubię, jego świat jest gdzieś na pograniczu chyba dlatego mi się tak podoba, ale ,,Wszystkich bożych dzieci” nie czytałam, chyba dlatego, że wole powieści. Muszę się przełamać:) Zaintrygowała mnie również książka ,,One.Kobiety……..” lubię takie pozycje.

    1. Ogólnie chyba wolę opowiadania, ale może możesz polecić jakąś fajną powieść Murakamiego dla początkujących? :)
      A czytam tyle tyko dzięki temu,że jeżdżę, więc daleka droga do domu to dar i przekleństwo ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s