5 sprawdzonych sposobów na efektywniejszą naukę

W styczniu nauka staje się na blogach tematem mniej więcej tak popularnym jak jajka w kwietniu. Studenci narzekają jak im jest źle i jak bardzo nie znoszą zamiatać pustyni, a emeryci osoby, które są już po studiach, wspominają jakie to śmieszne wszystko było i w ogóle to wszystko robili źle, nie powtarzajcie ich błędów. A teraz czas na moje wstydliwe wyznanie. Lubię się uczyć. Uwielbiam zaczynać coś rozumieć i zapamiętywać nowe rzeczy. Z nauką wiąże się u mnie pewnego rodzaju podekscytowanie. Nie jestem jakimś robotem, któremu zawsze się chce, bo czasem też nauka musi przepuścić w kolejce zajęć na dziś Youtube’a, leżenie, blogi, leżenie, jedzenie, leżenie, czytanie, leżenie. Lubię też uczyć się na leżąco. Ale na ogół sprawia mi to przyjemność i mam kilka bardzo prostych metod, które ułatwiają uczenie się. Jak zatem postępować z nauką, żeby choć trochę ją polubić?

1. Trzymaj ją krótko. Dochodziłam do tej zasady latami. I w końcu się przekonałam, że to całe gadanie o przerwach nie jest z pupy wzięte. Jeśli nie wierzysz – po prostu sprawdź to na sobie, w najbliższych dniach pewnie będziesz miał ku temu wiele okazji. Pracuj intensywnie (co nie oznacza nerwowo, wykonuj pracę sumiennie, nie szybko) przez dwadzieścia minut, a później zrób sobie pięć minut przerwy. Przerwa nie oznacza Facebooka. Nie oznacza posiedzenia z książką, którą lubisz. Zrób coś nieangażującego mózg, najlepiej związanego z ruchem. Zrób sobie herbatę, otwórz okno, przejdź się po pokoju, zrób kilka ćwiczeń, najlepiej rozciągających kręgosłup, który jest zmęczony siedzeniem. Porozmawiaj z kimś. Albo po prostu połóż się na chwilę i zrelaksuj. Punktualnie po pięciu minutach wróć do pracy i ucz się przez kolejne dwadzieścia minut.

Metoda szczególnie przydatna przy pisaniu. Być może właśnie tworzysz pracę licencjacką lub inne dłuższe prace zaliczeniowe. Może piszesz teksty niezwiązane z Twoimi studiami. Przyznam, że mnie na początku te przerwy trochę denerwowały („przecież ledwo się rozgrzeję, a już muszę przerywać” czy to źle brzmi?) i za którymś razem przedłużyłam czas do czterdziestu minut. Minęło pół godziny i zauważyłam, że robię więcej błędów, jestem mniej skoncentrowana. Czyli te przerwy naprawdę wpływają na efektywność. Metoda sprawdzi się też kiedy mamy więcej niż jeden dzień do egzaminu – wszyscy wiemy, że w przeddzień każda minuta jest cenna i waży się czas trochę inaczej (zwłaszcza, jeśli właśnie zaczynamy naukę).

2. Porównaj ją od słonia. Jakiś czas temu na blogu Nishki przeczytałam o jedzeniu słonia. Wbrew pozorom, nie był to post kulinarny, ale ciekawa metoda do zmobilizowania się do pracy. Wyobraź sobie, że masz zjeść słonia. Pewnie Twoja pierwsza myśl dotyczy tego, jaki ten słoń duży, że na pewno nie dasz rady go zjeść i w ogóle co to za pomysł. Ale dużo łatwiej zaakceptujesz to zadanie, kiedy dostaniesz listę: najpierw zjedz ucho słonia, później trąbę i tak dalej. Zjedzenie słonia po kawałku nadal prowadzi do tego samego celu co zwyczajne zjedzenie słonia, ale brzmi dużo bardziej strawnie.

Pewnie Ciebie też czeka w tej sesji jakiś słoń. Być może jest to obowiązkowa lektura, która ma sześćset stron. Patrząc na nią, myślisz: w życiu jej nie przeczytam. Może nawet zrobiłeś sobie jakąś listę zadań do zrobienia i wpisałeś na nią również „Przeczytać „Książkę o niczym” Nudziarza Nudzialskiego”. Zrób więc jeszcze jedną listę, ale niech na niej będzie to sformułowane w ten sposób:

1) Przeczytam strony 1-10 „Książki o niczym”

2) Przeczytam strony 11-20 „Książki o niczym”

itd.

Wciąż to samo, ale, uwierz, ucieszy Cię to, kiedy będziesz mógł odhaczać jako zrobione kolejne małe cele i będzie Cię to motywować do dalszej pracy. Możesz podobnie rozplanować dużą ilość materiału („Nauczę się klasyfikacji Czegoś Czego Nie Rozumiem”, „Zapamiętam definicję Pojęcia Niepotrzebnego”) albo na przykład obowiązki domowe. Ale mam wrażenie, że do czytania metoda słoniowa naprawdę nieźle się sprawdza.

3. Ośmiesz ją. O następnej metodzie często miałam okazję czytać w poradnikach, jakie rozdawali nam w szkołach, dotyczących efektywnej nauki. Więc oczywiście także w nią nie wierzyłam (czy ten post nie powinien mieć tytułu „Anna – kobieta słabej wiary”?). Ale ostatnio naprawdę mi pomogła. Musiałam zapamiętać kilkanaście nazw czynników w odpowiedniej kolejności oraz przyporządkowane im literki alfabetu (które nie do końca szły po kolei). I zrobiłam to szybko dzięki metodzie zabawnych skojarzeń. Ułożyłam kilka śmiesznych (ok, tylko dla mnie) historyjek, które wywołują skojarzenia związane z czynnikami (ok, tylko u mnie). Skojarzenia te powinny być bardzo zabawne, bardzo abstrakcyjne i bardzo Twoje – najlepiej, żebyś się z nikim nimi nie dzielił, wtedy będziesz w ich wymyślaniu swobodny. Mam wrażenie, że pomagają one zapamiętać informacje naprawdę na długo, chyba przez to, że nadajemy wydźwięk emocjonalny pojęciom, które normalnie nie wzbudziłyby w nas żadnych emocji.

4. Wejdźcie w dyskusję. Podpatrzyłam kiedyś tę metodę u koleżanki, która uczyła się za pomocą pytań, które sama układała. Możesz zrobić zwykłe notatki z tekstu, ale dużo więcej zyskasz, zadając sobie pytania, które możesz też spisać. Najlepiej, kiedy będą one dociekliwe – „Dlaczego?”, „Jak to się stało?”, „Jaki proces wtedy zachodzi?”, „Co to ma wspólnego z poprzednim tematem?”. Nawet kiedy uczysz się czegoś kapitalnie nudnego – pytania w naturalny i bezbolesny sposób rozbudzą Twoją ciekawość. Możesz zadawać je sobie także, kiedy czytasz książkę (ciągle wspominam o tych zaległych lekturach, chyba mam coś na sumieniu…) – kiedy kończysz stronę, spytaj się, czy było na niej coś ważnego, co jest warte zapamiętania. Kiedy skończysz rozdział, streść go w trzech-czterech zdaniach. Kiedy czegoś nie rozumiesz – drąż temat, szukaj odpowiedzi, nie odpuszczaj.

5. Baw się. „Jeśli nie bawisz się czynnością, którą właśnie wykonujesz – robisz to źle” mawia Ania. I dotyczy to także nauki. Może to być okazja do zabawy. W końcu uczymy się czegoś od najmłodszych lat, więc jeśli huśtając się na huśtawce przypominasz sobie beztroskie dzieciństwo to dlaczego nie możesz go sobie przypomnieć, chłonąc wiedzę? Na mnie zawsze tak działają mazaki i kredki, więc czasem korzystam z metody mapy myśli. Robię rysunki, piszę wszystko na kolorowo i przy okazji zapamiętuję dużo więcej niż czytają suchy tekst. Być może próbowałeś już kiedyś zrobić taką mapę i nie byłeś zadowolony – właściwie nic się na niej nie mieści, jest bałagan, same hasła nie wystarczają. Ja też nie byłam z niej zadowolona, kiedy próbowałam zaczynać od niej naukę. No tak to się chyba nie da, zwłaszcza przy obszernym materiale. Mapę lepiej zrobić dopiero, kiedy jesteśmy, choćby pobieżnie, zapoznani z materiałem i chcemy go sobie usystematyzować, pozaznaczać powiązania między poszczególnymi tematami. Możemy też rozrysować jakieś jedno, szczególnie ważne lub trudne zagadnienie.

Dla mnie formą nauki przez zabawę jest rysowanie, ale może Ty jesteś jedną z osób, które lubią uczyć się w grupie? To również fajna forma zabawy, choć mnie akurat nigdy nauka grupowa nie przekonała. I nigdy nie rozumiałam idei klas w szkole. #IntrovertsJoinTheQuietRevolution

Mam nadzieję, że Wy także nie możecie się doczekać sesji i możliwości skorzystania metod, które opisałam. Bo ja, kiedy już się czegoś nauczę, to naprawdę z niecierpliwością czekam na okazję do zastosowania tego w praktyce. Planuję jeszcze jeden post w sesyjnym klimacie – tym razem nie o samym procesie nauki, ale ogólne wskazówki z serii „jak cieszyć się sesją”. I czytam ostatnio sporo opowiadań, którymi MUSZĘ się z Wami podzielić, to też już niedługo.

Ania

P.S.: Tekst pisany w euforii – właśnie się dowiedziałam, że zaliczyłam pierwszy semestr statystyki! :) (do tej pory jedynego naprawdę trudnego przedmiotu na moich studiach)

Reklamy

9 uwag do wpisu “5 sprawdzonych sposobów na efektywniejszą naukę

  1. A ja lubię przy nauce trochę aktorzyć. Może to głupie, ale ostatnio przypomniałam sobie, jak wyglądała moja nauka w podstawówce i żarówka zaświeciła mi się nad głową. Po przeczytaniu dosadnie całego tematu zaczynam udawać, że wykładam go w szkole/na uczelni. Udaję nauczycielkę, która wszystko wie i dzięki temu panuję jakoś nad myślami „nie dam rady, to nie dla mnie”, które zawsze kłębiły mi się w głowie. Dodatkowo „odpytuję uczniów”, czyli tak naprawdę siebie. Takie głupoty, a jakie efekty!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s