Nic nie muszę, czyli 5 lekcji wyniesionych z 2014 roku

Kolejny rok mija, dzieci stają się większe, obce kobiety się starzeją. Myśli lecą, płatki śniegu też. W tym roku sporo się działo. Zmądrzeć nie zmądrzałam, ale żyłam w czasach, kiedy dzieciom mówiło się, że z każdego doświadczenia należy coś wynieść. Trochę mnie to śmieszyło, trochę dziwiło, ale posłuchałam i na przykład z gimnazjum wyniosłam biret – część galowego stroju. No i z tego roku też coś wynieść chciałam, i nawet mi się udało (Aniu, niezły żart, ale trochę za bardzo go przedłużyłaś – sorry, nie jest śmiesznie).

Jeszcze jakiś czas temu byłam starannie wszystko planującą najlepszą uczennicą w klasie. Dzisiaj jestem jedną z mniej pilnych studentek, żyjącą z dnia na dzień. I wcale nie jestem przez tę zmianę mniej szczęśliwa. A rok 2014 nauczył mnie, że…

1. Nie wszystko musi być zaplanowane. Fajnie jest czasem coś zaplanować, bo samo oczekiwanie sprawia frajdę. Czasem nawet większą niż samo wydarzenie, na które czekamy (nie wiem jak Wy, ale ja notorycznie mam tak ze świętami). Ale jeszcze fajniej jest zrobić coś spontanicznie. Wstać rano, zamarzyć o wyjeździe i za kilka godzin siedzieć w pociągu. Zgodzić się na pójście na imprezę, na którą ktoś nas zaprasza godzinę przed rozpoczęciem. Kupić coś większego, nie zastanawiając się godzinami (lub tygodniami spędzonymi w internetach na szukaniu najlepszej oferty). Pomyśl o najlepszych sytuacjach ze swojego życia – czy były starannie zaplanowane?

2. Nie zawsze musisz zachowywać się tak, jak wypada. Mam nieskromne wrażenie, że umiem się odnaleźć w większości sytuacji (choć jeszcze niedawno byłam życiową ciapą, ale to się zmienia #starość). I wiem, co wypada, a co nie. I co z tego, skoro właściwie co chwila zdarzają mi się sytuacje, które sprzedaję dalej jako anegdotki? I tak, ja jestem w nich postacią tragikomiczną. A ten rok nauczył mnie, żebym się tym nie przejmowała. Nawet jeśli wychodzę na głupka, z każdą taką sytuacją nabieram dystansu do siebie i nieco wyrozumiałości dla innych ludzi. No i jest śmiesznie, a przecież o to w życiu chodzi! Przypomnij sobie najzabawniejsze sytuacje tego roku – czy zachowywałeś się w nich zgodnie z zasadami savoir vivre’u?

3. Nie zawsze musisz być najlepszy. Bycie najlepszym jest chyba przereklamowane. Jak już wspomniałam, w liceum byłam jedną z najlepszych uczennic w klasie. Wówczas myślałam, że utrzymuje to moją samoocenę na wysokim poziomie. W pierwszym semestrze studiów również chodziłam na wszystkie zajęcia, zaczynałam uczyć się do kolokwium nawet z dwudniowym wyprzedzeniem i zdarzyło mi się nawet odrabiać zadania domowe. I pierwsza sesja poszła mi dobrze, ale nie idealnie. A poziom samooceny raczej się nie obniżył. Być może podejrzewacie mnie o zaburzenia psychiczne, ale mogę podać więcej przykładów normalnych, znanych osób, których też to dotyczy. Na przykład Eminem – mimo, że nie ma wątpliwości, że jest najlepszym białym raperem (i jednym z najlepszych raperów w historii), zmaga się z depresją. Marylin Monroe była (i jest) uwielbiana przez miliony mężczyzn, a i tak (prawdopodobnie) popełniła samobójstwo. Ok, podane przeze mnie osoby też mają zaburzenia psychiczne. Ale uwierzcie – brak presji ze strony siebie samego to coś wspaniałego. A jeśli wciąż myślisz, że musisz być w czymś najlepszy to zastanów się – po co i dla kogo? I przede wszystkim – czy warto?

4. Nie zawsze musisz korzystać z okazji. Lepiej poleżeć. Serio. Kiedyś (jak mi głupio pisać to słowo! czuję się, jakbym miała z sześćdziesiąt lat) leciałam wszędzie tam, gdzie mnie zawołali. A dzisiaj, jeśli mam ochotę, zostaję w domu albo robię coś zupełnie innego. Trochę bardziej słucham swojego organizmu. Być może Tobie też czasem kołacze serce, co chwila leci krew z nosa i masz obolałe ciało – zamiast brania kolejnej tabletki, może trochę zwolnij.

5. Nie zawsze musisz słuchać rad innych. Świat, ludzie i internet to istne kopalnie rad, wskazówek, motywacyjnych kopniaków. Na co drugim blogu (także tym, który czytasz w tej chwili) znajdziesz mnóstwo porad. Uwielbiam je czytać i do niedawna czytałam, i brałam sobie do serca je wszystkie. A im mocniej się w to zagłębiałam, tym bardziej nie wiedziałam, w czym tkwi istota szczęścia. I smutna (?) prawda jest taka, że nikt Ci tego nie powie. Czyjeś rady, przykłady życia możesz traktować jako wskazówki, ale nie bierz ich zbyt serio. Zwłaszcza kiedy słuchasz i czytasz bardzo wiele takich porad. Czy kiedy oświadczy Ci się chłopak, zadzwonisz do mamy, z prośbą o radę? Czy nazwiesz swoje dziecko tak, jak podpowiedzą Ci przyjaciele? Najważniejsze decyzje podejmujemy sami. I są to zwykle najlepsze decyzje, serio.

A poza tym w tym roku zostałam narzeczoną, przeżyłam pierwsze sesje i spróbowałam sosu czosnkowego. Jestem z siebie dumna.

Mój Tata ma zawsze jedno postanowienie noworoczne: nie robić żadnych postanowień!

Ja też mam w tym roku jedno: rok 2015 będzie najlepszym rokiem mojego życia. Trzymajcie mnie za słowo.

Radosnego Sylwestra i szczęśliwego nowego roku!

Wciąż świąteczna Ania

***

Jeśli postanawiasz, że nie przegapisz żadnego postu w nowym roku – pomoże Ci mój fanpage, na którym zamieszczam tylko powiadomienia o nowych rzeczach – zapraszam!

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Nic nie muszę, czyli 5 lekcji wyniesionych z 2014 roku

  1. Totalnie zgadzam się z pierwszym punktem. W tym roku najważniejsze dla mnie momenty, które totalnie wszystko zmieniły były całkowicie spontaniczne.
    A moje najważniejsze postanowienie jest dokładnie takie jak Twoje :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s