5 rzeczy, które sprawiają mi radość jesienią (i mogą ucieszyć też Ciebie!)

Choć Weltschmerz, dołki i inne deprechy nie są mi obce, zazwyczaj mówię o sobie, że „cieszę się jak głupia”. Bo, naprawdę, może ucieszyć mnie wszystko, jest to dość naiwne i dziecinne, ale nic nie poradzę – chyba po prostu jestem stworzona do radości.

Specyfika poszczególnych pór roku sprawia, że w ciągu roku mój nastrój się zmienia. Najsmutniejszy jest chyba koniec lata i, co dziwne, początek wiosny. Jakoś co roku w tych dwóch okresach czuję, że to koniec pewnej ery. I jest mi smutno, no.

Ale dzisiaj nie o tym, a właśnie o wspomnianej wcześniej radości. Dzielę się z Wami pięcioma pierdółkami, które niesamowicie mnie cieszą każdej jesieni. I są to rzeczy darmowe, takie, którymi może się ucieszyć każdy z Was, do czego zachęcam. Pomijając dni, w które leje deszcz, a wiatr wywija Wasz parasol na drugą stronę i w końcu go łamie, jesień jest super!

1. Późne wschody słońca. Wschody słońca można oglądać cały rok, ale żeby zobaczyć je latem, trzeba wstać naprawdę wcześnie. Wschód słońca nad morzem widziałam tylko raz i tylko dlatego, że spałam całą noc na plaży (na pewno nie wstałabym tak wcześnie w innym przypadku). Częściej zdarzyło mi się go oglądać z okna pociągu/samochodu/autokaru, w trakcie wakacyjnych wojaży. I muszę Wam powiedzieć, że kocham wschody słońca. W bogatej symbolice życia Ani L., o której wspominałam w poprzednim poście, świt to walka dnia z nocą, w której wygrywa zawsze dzień. I początek czegoś nowego, i cała związana z tym ekscytacja. Fajnie zatem wyjść z domu na zajęcia i zacząć dzień od takiego widoku.

2. Kasztany i kolorowe liście.  Co najmniej od dwóch lat zbieram kasztany. Nie mogę się powstrzymać, nawet, kiedy biegnę przez park na przystanek autobusowy, zatrzymuję się, kiedy wpadnie mi pod nogi jakiś duży okaz. A potem noszę je w kieszeni płaszcza i dotykam cały dzień, uwielbiam ich gładką strukturę i piękny, głęboki kolor. W tym roku sprawa się trochę skomplikowała, bo noszę płaszcz bez kieszeni. Wrzucam kasztany do torby, wyjmuję wieczorem w domu i wciąż nie mogę sobie odpowiedzieć na pytanie: po co mi one?

Uwielbiam też kolorowe liście, zwłaszcza te czerwone. Jesień dostarcza tak wielu doznań estetycznych, że mój słownik jest chyba zbyt ubogi, żeby je opisać.

3. Każdy słoneczny dzień. Tegoroczna jesień wyjątkowo nas rozpieszcza, jeśli chodzi o dawkę słońca, jaką otrzymujemy (pisząc te słowa, słyszę deszcz dudniący o mój dach, przechwaliłam!). O ile w czerwcu wyjście w letniej sukience i sandałach nie jest niczym wyjątkowym, ten sam strój niesamowicie cieszy w październiku. Korzystam ze wszystkich możliwych okazji, żeby pochodzić jeszcze z gołymi nogami, ewentualnie w cienkich rajstopach, bo pewnie już niedługo przyjdzie czas na te grube (które też bardzo lubię!).

4. Czas na ładne ubieranie się. Wiem, że ten punkt brzmi dość dziwnie, ale mam wrażenie, że to właśnie w sezonie jesiennym mam najwięcej okazji, żeby wyglądać elegancko. To dobry czas na buty na obcasie (latem rzadko je noszę, bo przedkładam wygodę ponad elegancję, a zimą bezpieczeństwo – nawet w płaskich kozakach tracę czasem równowagę na lodzie), eleganckie płaszcze, peleryny, swetry. Ludzie na ulicach wydają mi się najlepiej ubrani właśnie jesienią. Płaskie sandały są super wygodne, szorty przewiewne, a koszulki na ramiączkach pozwalają się opalić, ale zazwyczaj nie są to ubrania zbyt piękne. Zimą z kolei większość ludzi (ze mną na czele, jestem królową tego stylu!) przyjmuje look miśka-bałwanka. Charakterystyczne jest to, że w szparze między szalikiem a czapką widać tylko oczy, często załzawione od mroźnego wiatru, a także wymiary – po założeniu dwudziestu warstw, nawet szczupłe osoby stają się szersze niż wyższe.

5. Mityczne marzenia o wieczorach z kubkiem herbaty i książką. Gdybym była blogerką pełną gębą, wrzucałabym co wieczór na instagrama (którego nie mam) zdjęcie z artystycznie ułożoną na poduszce ładną książką i kubkiem zielonej herbaty w ręku. Ale rzeczywistość jest brutalna. Zieloną herbatę piję (i to litrami!), ale raczej od rana, wieczorem ograniczam się do wody (z kranu, bo Łódzka Woda Najlepsza). A książki czytam głównie w autobusie i nie są one ładne (stara literatura rosyjska z biblioteki – żółte kartki, które kocham i zdarza się, że jakieś zdanie jest wydrukowane do góry nogami #dowcip #drukarza). Wieczorem też czytam, ale zwykle po pięciu minutach książka spada mi na twarz i płaczę i gaszę światło, po czym ponownie zasypiam w dwadzieścia sekund. Trochę brakuje mi snu, więc nie bardzo mogę czytać w łóżku. No i herbaty też do łóżka nie wezmę, bo stałoby się z nią to samo, co z książką (choć tonik z zielonej herbaty ponoć jest całkiem niezły, może jednak się skuszę).

Mimo tego, że chyba nigdy nie zrealizowałam mojego wymarzonego długiego wieczoru z zestawem książka plus herbata, lubię o nim marzyć, zwłaszcza w kontekście jesieni. Zwłaszcza w kontekście deszczu dudniącego o dach. Zwłaszcza w kontekście faktu, że na tarczy dopiero dwudziesta druga i jest jeszcze szansa na długi wieczór z książką, o ile w tym momencie skończę ten post.

Lecę zaparzyć herbatę.

Ania

[post jest odpowiedzią na trzecią część wyzwania Różowej Klary „Październik w słowach” – „Radość”]

Advertisements

15 uwag do wpisu “5 rzeczy, które sprawiają mi radość jesienią (i mogą ucieszyć też Ciebie!)

  1. Bardzo fajny wpis, mega optymistyczny:) Co do jesiennej mody na ulicach mam podobne zdanie;)Nie wiedziałam, że ktoś też zwraca na to uwagę:)Jesień jest pełna świetnych i oryginalnych stylizacji:) Też bardzo lubię kolorowe liście szczególnie, gdy szeleszczą pod stopami;)Pozdrawiam właśnie pochylając się nad książką z kubkiem z herbatą;)

    1. A ja skorzystam z okazji i pochwalę się, że udało mi się zrealizować wreszcie to utopijne marzenie :) Pozdrawiam serdecznie :)

    1. Zauważyłam, że nas, lubiących czytać jest bardzo dużo, ale niestety trudno znaleźć czas na spokojną lekturę… Ja dużo nadrabiam w MPK, jak dobrze, że nie mam samochodu! ;)

  2. Potrzebowałam takiego pozytywnego przedstawienia , dziękuję :)
    Ach te wymarzone wieczory. Ciągle sobie obiecuję, że taki zorganizuję i nic. Kto by pomyślał, że to takie wyzwanie!

      1. Jestem na tak! :) I zakładam sobie, że w każdy weekend listopada piątek lub sobotę spędzę z książką, taka ze mnie imprezowiczka :D

      2. no to mamy wyzwanie :D
        ja w piątkowe wieczory trenuję, także party hard cały rok hah ;p
        a sobota intelektualna rozrywka, duet idealny!

  3. haha super wpis! Masz rację z tym punktem 4. Też najbardziej lubię chyba modę jesienną no i wiosenną, bo są podobne ;) A punkt piąty, chociaż mityczny to mi się zdarza, ale masz racje, nie są to długie wieczory :p

    1. Niestety, dzisiaj musiałam spędzić więcej czasu na powietrzu, więc byłam zmuszona przywdziać swoją zimową stylówę, na (na razie chudego) bałwanka, ale póki jeszcze mogę, zamierzam korzystać z uroków estetycznego stroju, w którym widać mi twarz :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s