5 postanowień na nowy rok akademicki (albo szkolny)

Za kilka dni wreszcie wrócę na uczelnię. Jestem niemalże tak samo podekscytowana jak przed pierwszym rokiem, ale teraz jest we mnie zdecydowanie mniej obaw. Z grubsza wiem, czego się spodziewać, ale i tak naprawdę bardzo ciekawią mnie wszystkie nowe przedmioty, których będę się uczyć w tym roku. Wakacje były długie i zdążyłam w ich trakcie nie tylko odpocząć, ale nawet odczuwać potrzebę nauki. Jakiś czas bawiłam się językiem rosyjskim, o czym już wspominałam, a teraz pierwszy i ostatni kwadrans każdego dnia (i inne momenty, kiedy mi się przypomina, także) spędzam, bawiąc się dwoma aplikacjami w telefonie do nauki hiszpańskiego. Już za kilka dni będę także poszerzać swoją wiedzę psychologiczną (ale nie tylko, bo czeka mnie w tym roku także chociażby statystyka) i cieszy mnie to.

Jako studentka pierwszego roku popełniłam kilka typowych błędów. Trudno powiedzieć, z czego one wynikały – może z przejścia w nieco inny system edukacji, może z mojego lenistwa, a może po prostu każdy musi przez nie przejść? Ten rok rozpoczynam (troszkę) mądrzejsza i postanowiłam podzielić się z Wami kilkoma postanowieniami, które będą dla mnie nowością. Są to też dobre wskazówki dla uczniów i chyba każdego, kto się w jakieś dziedzinie dokształca.

1. Myślę. Nowość. I wstyd. Ale pocieszam się, że brak myślenia to chyba błąd wielu studentów.

To nie jest do końca tak, że mam dziewiczy mózg, jeszcze nie używany, w świetnym stanie, kto zdecyduje się na zakup dzisiaj, dostanie gratis nerkę. Ale słuchając wykładów, uczestnicząc w zajęciach, czytając lektury często wyłączam myślenie. Mechanicznie przepisuję prezentację, czytam dalej, nawet, jeśli nie wiem o czym autor właściwie pisze. I ani trochę przy tym nie myślę albo myślę o czymś zupełnie innym. Nie mówię, że w tym roku będę studentką, która zadaje tysiąc pytań (zwykle mam tak, że w połowie zadawania pytania w mojej głowie rodzi się odpowiedź, więc to trochę bez sensu), czyta wszystkie lektury i chodzi na wszystkie wykłady. Ale jeśli już będę na wykładzie albo będę czytać jakąś książkę, chcę przy tym zwyczajnie myśleć – uczyć się ze zrozumieniem, bo tylko taka nauka ma sens (pozdrawiam Narzeczonego, który teraz śmieje się zapewne do ekranu, bo chciał mi to wpoić przez ostatni rok, a zawsze słyszał „ale ja wolę na pamięć!” – miałeś rację, Michał!)

2. Nie noszę grubego zeszytu.  To bardziej techniczna wskazówka. W niektórych liceach nauczyciele życzą sobie, żeby uczniowie mieli osobne zeszyty do ich przedmiotów. A nawet jeśli jest im wszystko jedno to tych przedmiotów jest tysiąc pięćset i mamy pewne przyzwyczajenia z podstawówki, więc zakładamy do każdego przedmiotu osobny zeszyt (powiedzmy, że robi tak przynajmniej jakieś pięćdziesiąt procent uczniów). A na studiach – hulaj dusza, piekła nie ma! Nie dość, że nikt nie sprawdza, czy zmieniłeś buty to jeszcze możesz mieć Zeszyt Do Wszystkiego. Jak każdy początkujący student ja też miałam przez dwa semestry przygodę z Zeszytem Do Wszystkiego. Nosiłam codziennie gruuby zeszyt, mało notowałam, a kiedy już cokolwiek zanotowałam to nie mogłam nic w nim znaleźć. No i w efekcie uczyłam się ze skryptów, notatek innych – nigdy nie swoich. Teraz się to zmieni. Marzę o tym, że mój smartbook przeprosi się ze swoją baterią i będę mogła zabierać go na uczelnię do pisania (jest bardzo lekki i czerwony, szpan na maksa normalnie). A póki co, będę pisać na kartkach A4, które, po powrocie do domu, będę wkładać do teczek/koszulek dedykowanych poszczególnym przedmiotom. Lekko będzie to przenosić, łatwo odszukiwać, segregować i w ogóle coś czuję, że moje życie się zmieni, dostanę stypendium za nic i zrobię karierę naukową.

O pisaniu na kartkach i kilku innych przydatnych trickach studenta fajnie pisała Ania.

3. Wzbudzam w sobie zainteresowanie. To już trzeci punkt, który brzmi głupio. Ale chodzi mi po prostu o to, że warto zadawać sobie pytania w trakcie nauki. Koleżanka pokazała mi kiedyś swoją metodę nauki – pisała sobie pytania do wszystkich treści, które musiała znać i odpowiadała na nie. Metoda prosta, ale genialna, bo w pierwszym etapie pobudzasz mózg do działania przez pytania, które stawiasz i wzbudzasz w sobie ciekawość, zainteresowanie, niezbędne, aby znaleźć odpowiedź. A później łatwo się odpytać. Jest też jakieś prawdopodobieństwo, że podobne pytania pojawią się na egzaminie.

4. Wyciągam praktyczne wnioski, uczę się dla siebie. Właściwie od początku studiów wiem, że nie studiuję dla „papierka”, bo nie wiąże przyszłości zawodowej z moim kierunkiem. Ok, ja w ogóle nie mam żadnych planów, marzeń, aspiracji zawodowych i chyba będę musiała szybko urodzić dzieci, ewentualnie bezpłatnie ratować świat. Ale chcę wiedzieć coś o psychologii, żeby móc zastosować to w życiu, żyć trochę lepiej, wiedzieć co nieco o wychowaniu dzieci, także od strony teoretycznej i w ogóle mieć fajną, praktyczną, ciekawą wiedzę. Dlatego w tym roku chcę zwrócić większą uwagę na to, co mogę zastosować w praktyce, cały czas pamiętając o tym, że uczę się wyłącznie dla siebie.

5. Dobrze się bawię. To trochę się wiąże z poprzednim punktem. Ale dotyczy nie tylko samego procesu nauki, który powinien być dobrą zabawą, ale też całego studenckiego życia. Być może to ostatni rok, kiedy jestem tak beztroska – utrzymują mnie Rodzice, mogę uczyć na studiach dziennych, pracuję zaledwie po kilka godzin dziennie. Bardzo chcę już niebawem wziąć ślub, ale póki co chcę się cieszyć tym czasem – można powiedzieć, że jeszcze dzieciństwa.

Jak widzicie, nie jest to żaden manifest dobrego studenta, ale po prostu kilka małych-wielkich zmian w myśleniu, do których doszłam w te wakacje. I przede wszystkim nie wstydzę się już, że studiuję psychologię, a to dla mnie osobisty krok milowy.

Ogólnie mam jeszcze kilka refleksji na temat systemu edukacji i może poświęcę temu nawet osobny post, ale już w tym chciałabym zasygnalizować generalną myśl. Od najmłodszych lat uczymy się „pod egzaminy”. Test szóstoklasisty, egzamin gimnazjalny, matura, egzaminy na studiach. Wiem, że są one konieczne, bo nikt nie wymyślił jeszcze sprawniejszego i bardziej obiektywnego sposobu sprawdzania wiedzy. Ale nie chodzi nawet o sam fakt, że takie testy są, a raczej o sposób nauczania – od szkoły podstawowej wiesz, że uczysz się danej rzeczy, „bo będzie na egzaminie”, „bo będzie na maturze”. Nauczyciele wysyłają jasne sygnały – uczysz się po to, żeby zdać maturę; nie musisz wiedzieć tego czy tamtego albo czytać akurat tej książki, bo nie ma ich na maturze. Dziewiętnastolatkowie wychodzący ze szkoły są maszynkami do zdawania egzaminów. Idą na studia i na pierwszych zajęciach pytają: jak będzie wyglądał egzamin? Czy te treści będą na egzaminie? Jeśli wykładowca zasygnalizuje, że nie będą, traci zainteresowanie słuchaczy.

Oczywiście, dość mocno generalizuje – wiem, że są tacy nauczyciele, którzy rozbudzają w uczniach kreatywność i zachęcają ich do ponadprogramowej nauki, mimo że nie dostaną za to dobrej oceny, ani nie przyda im się to na maturze. Wiem też, że są uczniowie i studenci, którzy chodzą do szkoły i na uczelnie, żeby rozwijać się, zrobić coś dla siebie. Ale mam smutne wrażenie, że należą oni do mniejszości. A pociesza mnie to, że chcę aspirować do bycia jednym z nich – studentów uczących się dla siebie, dla których nauka jest pasją.

Pozdrawiam serdecznie i życzę pięknego, słonecznego weekendu,

Ania

Reklamy

6 uwag do wpisu “5 postanowień na nowy rok akademicki (albo szkolny)

  1. Pierwszy rok to rok nauki nie tylko tej związanej z materiałem, ale i takiej życiowej jak sobie radzić, jak przypomnę sobie sój pierwszy rok to się z siebie śmieję :)

    1. Ja jestem jeszcze dość „na świeżo” po nim, ale w moim życiu, myśleniu, zachowaniu i chyba we wszystkim zmieniło się przez ten rok więcej niż przez całe liceum ;) Może zabrzmi to śmiesznie, ale jestem teraz innym człowiekiem :)

  2. Uwielbiam czytać o życiu studentów i już się nie mogę doczekać, aż sama trafię na uczelnię :)
    Co do punktów, to zgadzam się właściwie ze wszystkimi i większość sama staram się zastosować. Zwłaszcza z nauką dla siebie i myśleniem. Zwłaszcza z myśleniem. Bo skoro już się wzięło za naukę/czytanie albo wg poszło na lekcje (lub zajęcia) to chyba lepiej wykorzystać ten czas jakoś sensownie prawda? :)

    1. Prawda! :) Studia mogą być świetną zabawą, nie tylko intelektualną, ale dużo zależy od naszego nastawienia, więc cieszę się, że Twoje już jest takie pozytywne :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s