Moje życie to surfing, czyli pierwsze urodziny bloga

Cóż.

Przyszedł czas, kiedy powinnam napisać „Happy birthday Life Is Surfing”, otagować najwierniejszych czytelników, zrobić konkursik lub rozdanie z fajnymi nagrodami, zamówić i sfotografować tort zrobiony specjalnie na tę okazję i wstawić milion zdjęć na Instagram, pokazujących jak pięknie świętuję pierwsze urodziny mojego bloga. Ale nie świętuję, choć wczoraj piłam piwo, wino i wódkę.

Zamiast tego napiszę kilka słów o tym, co się zmieniło w ciągu ostatniego roku.

O mojej blogowej drodze pisałam w pierwszym poście na tym blogu. Przed założeniem tej strony prowadziłam kilka blogów – był pamiętnik, było sporo blogów z opowiadaniami, były blogi poświęcone kulturze czy pozytywnemu myśleniu. Każdy z nich bardzo lubiłam i każdy był dla mnie ważny, ale chyba żadnego nie prowadziłam tam długo. Co prawda, na blogach z opowiadaniami posty pojawiały się bardziej regularnie – zwykle rozdział w tygodniu – ale najdłuższe miały chyba około trzydziestu odcinków, więc wyrabiałam się z ich publikacją w czasie krótszym niż rok.

W tym roku były miesiące chude, ale też bardzo obfite w posty (szczególnie ostatni czas, kiedy zaczęłam pisać regularnie). Pisałam o przeróżnych rzeczach. Na początku sporo postów było poświęconym wizytom w teatrze i przepisom na ciasta. Od niedawna w przewadze są posty książkowe. Sporo w nich także osobistych wtrąceń. Zawsze chcę być szczera i myślę, że moi znajomi, którzy czytają blog widzą spójność między mną na co dzień, a mną na blogu. Nie widzę potrzeby, żeby wcielać się w kogoś innego, choć czasem trochę ubarwiam rzeczywistość, ale czy znajdzie się ktoś, kto tego nie robi?

Pisanie daje mi dużo radości. Każdy opublikowany post jest moim malutkim sukcesem. Z niektórych jestem bardzo zadowolona, sama chętnie do nich wracam (lol). Może to dziwne, ale raczej mnie to cieszy. Staram się pisać bowiem teksty, które sama chętnie bym przeczytała – dotyczy to zarówno tematyki, jak i formy. Przykładam się do tego, co robię. Ten blog to jedna z moich wizytówek. Nie chwalę się nim na prawo i lewo, ale nie mam też problemu z tym, żeby podać adres komuś znajomemu, bo wiem, że nie muszę się go wstydzić.

Ale nie zawsze tak było. Mam wielkie zaufanie do mojego Narzeczonego i mówię mu praktycznie o wszystkim, ale o blogu dowiedział się chyba dopiero dwa tygodnie po jego założeniu. Wstydziłam się przyznać, że prowadzę bloga, bojąc się wyśmiania. Bardzo się myliłam – dzisiaj Michał jest moim najwierniejszym Czytelnikiem, zawsze szczerze wyraża opinię na temat postów i wyłapuje wszystkie literówki. No i podobają mu się moje teksty, bo są „aniowe” – czyli chyba po prostu szczerze, lekkie i z poczuciem humoru.

Ten post będzie czterdziestym, który opublikowałam na tym blogu. W chwili, w której pisze ten post (jest poniedziałek) weszliście na bloga 3060 razy i napisaliście 73 komentarze. Nie są to powalające statystyki, ale biorąc pod uwagę to, że nigdzie w żaden sposób nie promuję bloga, nawet nie polecam go znajomym, a tematyka jest, wbrew pozorom, dość niepopularna (dużo fajniej przegląda się blogi szafiarskie niż czyta o książkach) – cieszą mnie. Cieszy mnie zresztą każdy czytelnik, który powraca na bloga, każdy, kto wypowie się na jego temat (w komentarzu lub osobiście), każdy obserwator, każdy, kto polubi fanpage bloga na Facebooku. Piszę przede wszystkim dla siebie, ale cieszy mnie to, że chcą to przeczytać również inni.

Plany na kolejny rok blogowania to regularne pisanie – spodobało mi się prowadzenie cykli w wakacje. Myślę nad kolejnym, który mógłby ruszyć od października – może ktoś z Was podsunie mi jakiś pomysł na jego formę, tematykę? Chcę także poświęcić więcej miejsca psychologii. To fascynująca i naprawdę praktyczna dziedzina wiedzy, którą chcę, ale również muszę stale szlifować. No i zmiana wyglądu bloga – na razie udało mi się umieścić okienko Facebooka na dole strony (zachęcam do polubienia, mój fanpage nie spamuje niczym oprócz informacji o nowych postach), a chciałabym jeszcze, żeby szablon był bardziej kolorowy, przyjemniejszy dla oka, a czcionki tytułowe zawierały polskie znaki.

Dziękuję Wam wszystkim za czytanie i życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji moich urodzin!

Ania

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Moje życie to surfing, czyli pierwsze urodziny bloga

  1. Gratulacje, że tak długo wytrwałaś:) Ja Twojego bloga znam od niedawna, ale czyta się bardzo dobrze no i jesteś koleżanką po fachu(psychologia):)Życzę Ci jeszcze więcej wspaniałych pomysłów, wiernych czytelników i dużo zabawy z pisaniem:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s