Lato z książką: Moje ruskie życie, czyli „Z pamiętnika wariata” Mikołaja Gogola i „Śmierć Iwana Iljicza” Lwa Tołstoja

Gdybym wierzyła w reinkarnacją, nie miałabym wątpliwości – w poprzednim wcieleniu byłam Rosjanką.

Lubię słuchać języka rosyjskiego, lubię literaturę rosyjską, lubię bawić się matrioszką i kiedyś kupię samowar. Wiem, że teraz to niezbyt modne (jakby kiedykolwiek modne było…), bo Putin się rzuca, ale nie zamierzam pisać na tym blogu o polityce i w ogóle mnie ona nie interesuje. Zacytuję tutaj Muńka Staszczyka, który kiedyś powiedział, że z polityków robi się celebrytów, a „celebryta to próżniak, nic nie tworzy, nie wytwarza, tylko coś pi****li. Za przeproszeniem.”. Ciekawostka: w trzeciej liceum zapisałam sobie ten cytat (wówczas znalazłam go w całości) na okładce zeszytu od WOSu. Tak, uwielbiałam ten przedmiot.

Śmieszy mnie rosyjskie poczucie humoru, niesamowity, magiczny absurd, którym posługują się autorzy. Chyba moje ulubione opowiadanie to „Nos” Gogola w przekładzie Tuwima. Śmiałam się w trakcie jego lektury w głos, ale kiedy opowiadam innym, że czytałam wspaniałe opowiadanie, w którym facet budzi się bez nosa, a inny facet znajduje go w chlebie, a potem ten nos zamienia się w dygnitarza, czuję, że ludzie tego nie rozumieją (#alonewithmyruskalove #dlaczegoja #jakmożnanielubićgogola).

Niedawno przeczytałam kolejne opowiadanie Gogola – „Z pamiętnika wariata”. Było zdecydowanie mniej absurdalne niż „Nos”, a może tylko mi się tak wydaje? Czy to tytułowy wariat przeinaczał rzeczywistość czy to rzeczywistość była nienormalna? I co znaczy normalność, czy to pojęcie w ogóle ma rację bytu? Lubię stawiać sobie takie pytania w trakcie lektury tych pozornie trywialnych, absurdalnych opowiadań.

W te wakacje po raz pierwszy sięgnęłam po Lwa Tołstoja. Wiem, że to wstyd, że była Rosjanka nie zna „Anny Kareniny” (ciekawostek ciąg dalszy: kiedy moja Siostra czytała tę książkę w piątej klasie podstawówki, dzieci pytały, czy autor to ten Lew czy ta Anna – no pewnie, że Anna, była znaną etolożką i napisała książkę o lwach). Ale jest na liście moich zaległości, która stale się powiększa i uświadamia mi, że nigdy nie uwolnię się od książek (nie powiem, przyjemna perspektywa). Zaczęłam od krótkiej formy – opowiadania „Śmierć Iwana Iljicza”. Formą trochę przypomniało mi „Szarańczę”, o której niedawno pisałam. Z tym, że w powieści Marqueza, doktor już nie żył i narrację prowadził ktoś inny, a w tym przypadku to Iwanowi życie przewija się przed oczami jak film. Rzecz o kruchości ludzkiego życia, nadal aktualna. I jeden z niewielu poważnych utworów rosyjskich, które miałam okazję czytać.

Dużo jeszcze ruskiego jest na mojej półce z wypożyczonymi książkami. Ale póki co czytam książkę amerykańskiego autora o rewolucji w Rosji – napiszę o niej w przyszłym tygodniu, na pożegnanie „Lata z książką” <chlip>. Nadchodzi jednak jesień z książką, a wraz z nią – jeszcze więcej czytania (i mam nadzieję, że nie tylko arcynudnego Strelaua – too long, didn’t read, jak to mówi Typowa Ania – studentka psychologii z Facebooka).

Miłego dnia, tygodnia i życia!

Ania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s