Lato z książką: Jak stać się milionerem, czyli „Potęga podświadomości” Josepha Murphy’ego

Książka, którą czytałam w zeszłym tygodniu jest bardzo stara, została wydana w 1964 roku (a w Polsce ukazała się w 1994, tak jak ja). Od lat dziewięćdziesiątych stała na półce w biblioteczce moich Rodziców, najpierw w jednym domu, później w drugim. Nie czytałam jej, ale pamiętałam tytuł, więc bardzo się zdziwiłam, kiedy kilka lat temu zobaczyłam ją (z odświeżoną okładką; tą moją możecie obejrzeć w ikonie wpisu – nie jest szczególnie zachęcająca) w Empiku na półce z bestsellerami. Okazało się, że dzięki odświeżonej okładce, książka przeżyła drugą młodość, znów wiele osób ją kupiło i się nią zachwycało (choć na pewno nie tak jak w latach dziewięćdziesiątych, kiedy tego typu poradników nie było tak dużo jak dzisiaj).

Jakiś czas nie mogłam się do niej zabrać. Po przeczytaniu wstępu, byłam naprawdę zmieszana. I utrzymało się to jeszcze przez kilka rozdziałów. Ale przekonała mnie do siebie pod koniec.

Już zaczynając lekturę, wiedziałam, że muszę się zdystansować do jej treści. Nie chciałam bowiem realizować wszystkich rad Murphy’ego, dam Wam próbkę jednej z nich:

Gdy się już położysz, usypiaj się, powtarzając spokojnie, ale z przejęciem słowo „bogactwo”. Zasypiaj z tym słowem na ustach, a skutki wkrótce cię zadziwią. Niedługo bowiem ze wszystkich stron spłynie na ciebie obfitość bogactw.

Cóż, takiej formy bogacenia się nie znałam. I może na kogoś to zadziała, ale ja jakoś nie potrafię z przejęciem mówić słowa „bogactwo”, bo chyba nie kręci mnie w dostatecznym stopniu (jasne, chciałabym mieć trochę więcej pieniędzy, żeby pewne sprawy były łatwiejsze, ale „bogactwo” kojarzy mi się z chatą jak pół mojego miasta i brzydkim, sportowym samochodem – żadnej z tych rzeczy nie potrzebuję).

Autor podaje także przykłady osób, które skupiały się na różnych myślach (nazywa to „modlitwą intelektualną”) i natychmiastowo otrzymywały te rzeczy, czasem wręcz niewiarygodnie. Wierzę głęboko, że „jesteśmy tym, co myślimy” i na pewno nasze myśli mają odbicie w realizowaniu planów, tym, co nam się przytrafia itd., ale gdyby za pomocą siły umysłu można by było uzyskać absolutnie wszystko, chyba byłoby zbyt prosto.

Tyle, jeśli chodzi o krytykę książki, ale, jak już wspomniałam, pozostawia po sobie dobre wrażenie, bo dalsza jej część jest ciekawa i praktyczna. To jedna z książek, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie przekonał rozdział dotyczący przebaczania i pozbycia się negatywnych uczuć. Autor uważa, że to właśnie brak przebaczenia, nienawiść czy zazdrość najczęściej blokują dobre rzeczy, jakie możemy otrzymać od losu, kiedy odpowiednio mocno się na nich skupimy. I wiele razy zauważyłam w swoim życiu, że dobro powraca, czasem w zaskakującej formie. Wierzę też, że jeśli jesteśmy pogodzeni ze światem, SOBĄ i innymi, życzliwie patrzymy na innych to i oni traktują nas dobrze. I pracuję nad tym, żeby przebaczyć sobie i wszystkim wszelkie rzeczy, które zakłócają mój spokój (jeśli mi się kiedykolwiek uda, napiszę o tym na blogu – niech mają dowód, w razie beatyfikacji).

Spodobał mi się także rozdział dotyczący pokonywania lęku. Kupuję metodę Murphy’ego – zresztą jest już dowiedzione naukowo, że wizualizacja pomaga pokonać lęk, zwłaszcza ten irracjonalny. Genialny był także ostatni rozdział o starzeniu i zachowaniu młodości. Mimo że mam dopiero dwadzieścia lat, nawet u mnie pojawia się czasem strach przed starością, nieatrakcyjnością, niepotrzebnością (hej, słowo, czy ty istniejesz?). Przekaz Murphy’ego jest jasny: dopóki będziesz „ruchliwy intelektualnie” (bardzo spodobało mi się to określenie), czyli ciekawy świata, uczący się nowych rzeczy, pomagający innym, życzliwy i niezrzędliwy – będziesz młody. Wówczas (i teraz jeszcze gdzieniegdzie też, ale na szczęście się od tego odchodzi) dużym problemem było także zwalnianie osób po czterdziestce, więc autor sporo pisze na temat ich cennego doświadczenia, które powinni doceniać pracodawcy. I bardzo, bardzo spodobało mi się zdanie „Starość to świt mądrości” – muszę je sobie gdzieś zapisać i włożyć w kopertę z datą otwarcia – 2054 rok.

Według mnie, książka warta przeczytania. Ja w ogóle bardzo lubię tego typu poradniki. Wiele rad w nich jest trywialnych, ale warto sobie je przypomnieć. No i chyba każdy weźmie sobie do serca coś innego – mnie spodobały się takie rozdziały, a może ktoś uzna, że metodą dla niego jest motywowanie się za pomocą afirmacji. Jedno jest pewne – warto ZAWSZE myśleć pozytywnie (ale nie głupio i naiwnie) i być dobrym dla siebie, i innych.

Znów nikogo nie zaskoczyłam. Ale tym razem chyba udało mi się oddać trochę treść książki. Opisywanie poradników jest znacznie łatwiejsze niż powieści i opowiadań, zwłaszcza tych dobrych.

Obecnie czytam kryminał Marthy Grimes, ale chciałam napisać o nim dopiero, kiedy skończę wszystkie części cyklu (zostały mi jeszcze trzy). Więc dla mnie i dla Was niech pozostanie tajemnicą, co takiego uda mi się zaprezentować w przyszłym tygodniu.

Ale na pewno pojawi się mały przepis, więc zapraszam do zaglądania i pozdrawiam,

Ania

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Lato z książką: Jak stać się milionerem, czyli „Potęga podświadomości” Josepha Murphy’ego

  1. Zastanawiam się, czy słowo ‚bogactwo’ mogę zamienić na jakieś inne, bo uporczywe powtarzanie przed snem męskiego imienia może być znacznie łatwiejsze. :D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s