Muzyka i życie, czyli co zmienia internet, szkoła, praca

Od jakiegoś czasu nie słucham dużo muzyki. W szkole podstawowej co chwila zakochiwałam się w jakieś piosence, a trzeba Wam wiedzieć, że był to czas, kiedy o internecie tylko słyszałam z opowieści. Nie chciałam jednak pozostać jedynie z płytami, które posiadałam – Ich Troje, składanki Top Kids, jakieś piraty od Taty i słuchałam sporo radia (głównie Eski, przyznaję się). Kiedy jakaś piosenka podobała mi się, nagrywałam ją na KASETĘ MAGNETOFONOWĄ (kolejny archaizm na blogu, ale uwierzcie – naprawdę mam dopiero dwadzieścia lat). Często był to tylko fragment piosenki, refren, końcówka. Potem jednak z przyjemnością odsłuchiwałam tych poucinanych fragmentów, wyjątkowo złej jakości (miałam radio z pokrętłem i uszkodzoną antenę – średnio umiałam je ogarnąć). Ale wówczas kochałam muzykę, wówczas czekałam na muzykę, wówczas muzyka była moją pasją, a wysłuchanie jej było trudne, wymagało zaangażowania.

Później nadeszło gimnazjum, a wraz z nim internet. Wreszcie można było BEZ OGRANICZEŃ wysłuchać całej piosenki. Ba – obejrzeć do niej teledysk, odszukać tekst, znaleźć inne, NOWE piosenki. Nie wiadomo, kiedy muzyka zaczęła robić się zwyczajnie nudna, słuchałam jej coraz mniej, ale wciąż całkiem dużo.

W liceum moje słuchanie muzyki zaczęło się ograniczać do dwudziestu minut jazdy autobusem do szkoły. Zauważyłam, że hałas zaczyna mnie męczyć, a najlepiej i najszybciej odpoczywam w ciszy.

Wciąż jednak lubiłam posłuchać nastrojowej muzyki, której definitywnie miałam dość w poprzednie wakacje, podczas pracy w kawiarni. Przesiadywałam tam po 5-10 godzin dziennie i puszczałam na zmianę trzy płyty (tylko takie były tam dostępne). Po powrocie do domu nie chciałam słuchać już żadnej muzyki, a zwłaszcza tego typu – delikatnej, nastrojowej, choć zawsze za nią przepadałam.

Są jednak piosenki, które uwielbiam i zawsze chętnie ich wysłucham, nawet wiele razy pod rząd. Chociażby „Summertime” w wykonaniu Sary Vaughan (kojarzy mi się z wakacjami i serią książek o Emmie Graham – „Hotel Paradise”, „Stacja Cold Flat Junction” i „Hotel Belle Rouen” autorstwa Marthy Grimes – uwielbiam i polecam!) albo „Ain’t no sunshine„. Bardzo lubię też Lanę del Rey, Florence and The Machine i The Doors (prawdopodobnie najlepszy zespół w historii muzyki, w moim subiektywnym odczuciu oczywiście). Ale czasem (kiedy nikogo nie ma w domu, sic!) błądzę w dziwnej części Youtube’a w poszukiwaniu hitów takich jak „Barbie Girl”, „Coco Jambo” czy „Danza Kuduro”, włączam je i tańczę. I w takich chwilach kocham te piosenki.

Jak każdy, mam także utwory, które wywołują u mnie silne skojarzenia z pewnymi wydarzeniami. Na przykład nigdy nie byłam fanką piosenki „Gdyby nie ty„, ale tak się złożyło, że w trakcie pierwszego spaceru z moim Narzeczonym (wówczas dopiero kolegą, który bardzo mi się podobał) usłyszeliśmy właśnie ten utwór (Oddział Zamknięty występował na wrocławskim rynku po gitarowym rekordzie Guinnessa). Od tej pory jest to po prostu „nasza” piosenka. Z kolei „Imię deszczu” Piaska zawsze będzie mi się kojarzyło z balem gimnazjalnym, na którym koleżanka śpiewała ten utwór. A dwadzieścia lat niedawno kończyłam, tańcząc do „Moves like Jagger” – kolejnej piosenki na zawsze „sprzężonej” z pewną sytuacją.

I cóż…mogłabym żyć bez muzyki i nawet być bardzo szczęśliwa.

W ramach ciekawostki dodam, że zaplanowałam napisanie tego postu w listopadzie. Jak ten czas szybko leci…

Pozdrawiam serdecznie i (prawdopodobnie) do soboty! :)

Ania

Advertisements

6 uwag do wpisu “Muzyka i życie, czyli co zmienia internet, szkoła, praca

  1. ja też czasami wolę odpoczywać w ciszy, ale jeśli jadę pociągiem/autobusem to uwielbiam słuchać muzyki :) najczęściej wynajduję sobie nowe ulubione piosenki gdy oglądam serial i usłyszę fragment ^^ i później przekopuję internet w poszukiwaniach
    rzeczywiście, to jest słuszne spostrzeżenie, że gdy można z łatwością odsłuchać piosenkę w internecie człowiek już nie czuje takiego dreszczyku jak wtedy gdy biegł podgłaśniać radio, bo właśnie leciała jego ulubiona :P

  2. też mam 20 lat i też nagrywałam na kasety! Weszłam tutaj z linka, którego zostawiłaś u mnie na blogu i nie przeszkadzało mi to, bo link był w temacie :) To zaskakujące, że nagle znajduję tyle osób, które mają podobnie! Gdzie Wy się wszyscy chowacie :p Ja często wolę posłuchać już ciszy, bo muzyka mnie męczy :p

    1. Anty-muzyczni, łączmy się! :) Czasem mam tak, że nie przyznaję się do czegoś, bo czuję się z tym inna, a później okazuje się, że mnóstwo osób ma dokładnie to samo ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s