Lato z książką: Dzienniki Agnieszki Osieckiej

W ciągu ostatnich kilku tygodni czytałam tylko trochę więcej niż pływałam. A nie pływam w ogóle. Teraz przyszedł czas na szybki wstyd, łzę z powodu czasu spędzonego przed szklanym ekranem, zamiast przy szeleszczących kartkach i zrehabilitowanie się. Plan jest prosty: w czasie wakacji (najbliższe trzy miesiące) czytam książkę tygodniowo. Tak jak robiłam to przed moją zapaścią czytelniczą. Na pierwszy ogień poszedł pierwszy tom Dzienników Agnieszki Osieckiej – prawdopodobnie mojej ulubionej poetki.

Zdobędę się na szczerość i powiem, że dostałam tę książkę na święta Bożego Narodzenia. I wówczas zaczęłam ją czytać. Co działo się dalej? Czytałam inne książki – mam nie tylko filmowe ADHD, o którym już kiedyś wspominałam, ale także autobusowe – nie umiem jechać autobusem bezczynnie, muszę czytać, pisać wiadomości, w coś grać, a w najgorszym wypadku chociaż słuchać muzyki. Dlatego zawsze mam przy sobie książkę niewielkiego formatu. I zwykle, czytając tylko w autobusie, zdążę „zrobić” jedną książkę tygodniowo (dojazdy z ościennego miasteczka na uczelnię mają swoje plusy, jak widać). Ale każdy, kto widział książkę, która jest bohaterką tego posta wie, że jest dość gruba (jakieś pięćset stron), duża i ciężka – nie dałam rady jej dźwigać i czytałam tylko „do poduszki”. Kończyło się zawsze tak samo. Gruba, ciężka książka lądująca na mojej twarzy po pięciu minutach czytania. Dlatego czytałam ją pół roku. Ale wczoraj skończyłam. I przechodzę do rzeczy.

Nie lubię biografii, wywiadów-rzek, dzienników. Co mnie obchodzi życie obcych ludzi? A jednak, krótkie epizody z dziennikami Osi wspominam cudownie, czyta się je niesamowicie lekko i po lekturze czuję, jakbym znała trzynastoletnią Agnieszkę. Przypominam sobie też moje pamiętniki – te ze szkoły podstawowej były utrzymane w bardzo podobnym klimacie, jak „Dzienniki” – dramatyczna historia mojego życia przeplatana stwierdzeniami „obiad był dobry”. Rzadko (nigdy?) mam okazję czytać czyjeś pamiętniki, więc trudno mi powiedzieć, czy każda nastolatka pisze tak samo, czy jest to cecha tylko tych nadwrażliwych i wyjątkowo chaotycznych (chyba mogłabym z Osią przybić piąteczkę). Pierwszy tom dzienników obejmuje lata 1945-1950. Poetka miała wtedy 8-13 lat. Dokładnie w tym czasie ja również prowadziłam regularnie pamiętnik. Z jednej strony żałuję, że zniszczyłam moje notesy, ale z drugiej…jest coś przerażającego w cieniu szansy, że mogłyby być kiedyś opublikowane. I nie chodzi tylko o beznadziejny styl, w jakim wówczas pisałam (tak jakby ten teraz był nadziejny…). Byłam smarkata, ale miałam jakieś swoje uczucia, emocje, marzenia. Dlaczego inni mieliby o nich się teraz czy za X lat dowiadywać? A przecież będę kiedyś wpływową pisarką i zabijaliby się o nie.

Gratka nie tylko dla fanów poezji Agnieszki Osieckiej, ale i dla amatorów pisania dzienników, pamiętników. Jest w tej formie jakaś magia, coś, co sprawia, że autor staje się kimś znajomym, przyjacielem. Niektóre blogi też przybierają taką formę (zdaje się, że Weronika z Raspberry and Red pisała/mówiła na vlogu kiedyś, że czytelnicy, których spotyka na ulicy, zadają jej konkretne pytania – jak studniówka, co zdaje na maturze itd., niczym starzy znajomi). Mnie się to podoba i mam nadzieję, że kolejne tomy dzienników też mi przypadkiem wpadną w ręce.

Kolejne książkowe dywagacje przez całe lato w poniedziałki.

Pozdrawiam,

Ania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s