Ten post jest o seksie, narkotykach i alkoholu!

Reklama dźwignią handlu, jak mówią. Ja posłuchałam i dlatego dzisiejszy post ma tak dramatyczny tytuł. Jeśli miałabym być szczera napisałabym:

„Ten post jest o jedzeniu jabłek, dbaniu o słuch i zdrowiu!”

Ale wtedy miałabym absolutną pewność, że nikt go nie przeczyta. Zdrowie niby jest modne, zwłaszcza wśród kobiet, co możemy zaobserwować czytając „Party”, „Flesza”, „Galę”, „Vivę”, „Twój Styl” (czytam wszystkie, bo lubię, bo pracuję w kiosku). Ale tak naprawdę nikt nie chce o nim słuchać ani, tym bardziej, na serio robić coś w kierunku poprawy swojego stylu życia. Badania pokazały, że na reprezentatywną grupę kobiet dużo bardziej działały przestrogi mówiące, że w wyniku palenia papierosów staną się brzydsze niż te, które informowały, że ten brzydki nawyk prowadzi do raka. Tymczasem myślę, że często można postawić znak równości między określeniami zdrowa i piękna. Najlepszy krem nie ochroni cery przed niedoskonałościami tak jak odpowiednia dieta. Najskuteczniejsze suplementy w tabletkach nie dadzą tyle co ćwiczenia fizyczne. To tyle w teorii.

Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie byłam hardkorem (łatwo się domyślić, śledząc moje blogi – „poczytam książeczkę, później o niej napiszę, a na koniec zrobię ciasto…”). Nie palę, nie piję alkoholu, kawy, energetyków; rzadko sięgam po napoje gazowane. Z jedzeniem jest już większy problem. Oprócz uwielbianych jajek lubię bowiem SŁODYCZE. Nie powiem, ze tylko słodycze, ale zdecydowanie głównie. Jeśli sama układałabym sobie jadłospis, składałby się tylko z nich. Bogu dzięki, nie mam jeszcze problemów z próchnicą ani wagą, ale, jak się domyślacie, jestem na highway to hell w sensie zdrowotnym, tylko jeszcze nie rozpędzona.

logo_hellozdrowie.pl_

Czasem mam przebłyski, aby coś zmienić. Jednym z nich był początek roku, kiedy przypomniałam sobie o portalu, który już kiedyś mi się spodobał – Hello Zdrowie. Zdecydowanie najciekawszym miejscem na tej stronie jest zakładka „wyzwania”. A że ja uwielbiam odhaczać wszelkie rzeczy z listy, ta forma wprowadzania nowych nawyków bardzo mi się spodobała.

Do tej pory wzięłam udział w czterech wyzwaniach, oto one:

1. Jedz jedno jabłko dziennie

z10576709Q,Jablka

Brzmi banalnie, zwłaszcza dlatego, że większość ludzi po prostu lubi jabłka. Ja chętnie jem szarlotkę, jabłko w cieście francuskim czy surówce z marchewką, ale nie przepadam za jedzeniem jabłka tak po prostu. Trochę się męczyłam przez to siedem dni i jabłuszka nie przekonały mnie do siebie – chyba zatem jedzenie jabłek nie stanie się moim codziennym nawykiem, ale myślę, że będę sięgać po nie co jakiś czas, na przykład w ramach drugiego śniadania do szkoły (swoją drogą – to świetne zapychacze, nie sądziłam, że małym jabłkiem można tak dobrze się najeść). Przy każdym kroku wyzwania, każdego dnia wyszczególnione były kolejne zalety tego owocu. Sprawdziła się zasada, o której pisałam we wstępie – o ile na argumenty: „świetnie działa na płuca”, „jest dobre dla serca” machałam ręką i czytałam je raczej ze znudzeniem to tekst: „bardzo dobrze wpływa na kondycję włosów” sprawił, że poczułam się przekonana do niego. Jabłko nie stało się ostatecznie moim stałym posiłkiem, ale co jakiś czas, nawet po skończeniu wyzwania, sięgam po nie.

2. Zadbaj o swój słuch

słuch

O tym, jak ważny jest dobry słuch przekonuję się wiele razy dziennie. Kiedy nasze uszy są w stanie wychwycić subtelniejsze dźwięki, łatwiej ściągnąć na egzaminie lub wysłuchać wykładu mówionego bez mikrofonu, który notorycznie się psuje. Słuch jest zatem niewątpliwie ważnym i przydatnym zmysłem. Mimo to, zdecydowanie za mało o niego dbam.

Oczywiście największym grzechem, wymierzonym przeciwko moim uszom jest słuchanie muzyki przez słuchawki. W domu pewnie nie byłoby to niczym złym, bo mogłabym robić to dość cicho. Ale ja zwykle słucham „w drodze”, a aby cieszyć się muzyką przy ruchliwej ulicy należy zwiększyć głośność do maksymalnej. Przez pięć dni zrezygnowałam z słuchawek i jestem z tego bardzo zadowolona. Myślałam, że nie da się bez nich żyć. Okazało się jednak, że drogę na przystanek (a w moim przypadku jest ona dość długa) mogę pokonywać bez nich i mam wówczas czas na spokojne przemyślenie pewnych spraw. Ponadto, lepiej to wpływa na moją koncentrację, co jest dla mnie ważne szczególnie w czasie egzaminów. Do domu wracam bardziej zrelaksowana, nie jestem taka zmęczona. Nie zdawałam sobie sprawy, że tak bardzo męczy mnie ten notoryczny hałas, który pogłębiam za pomocą słuchawek. I coś jeszcze – dzięki temu być może jestem trochę milsza dla ludzi. Jestem świadoma tego, co dzieje się wokół mnie, bo wszystko słyszę. No i jestem też bezpieczniejsza, zwłaszcza idąc przy ulicy. Same plusy, a bez tego wyzwania może bym tego nie dostrzegła.

W poszczególnych krokach wyzwania dowiadujemy się o kolejnych codziennych sposobach, aby dbać o słuch – limitowanie słuchanej muzyki, noszenie czapki i inne proste, ale przydatne rady.

3. Poczytaj sobie (książkę!)

miłość-do-książek

Ogólnie rzecz biorąc, to wyzwanie nie powinno być dla mnie tak trudne jak poprzednie. W wyzwaniu chodzi o to, aby czytać przynajmniej piętnaście minut dzienne papierową, klasyczną książkę. Jeszcze nie przekonałam się do czytników ani żadnych tego typu gadżetów, choć coraz częściej stojąc z nieco nieporęczną książką w autobusie (jedną ręką muszę trzymać się poręczy, drugą trzymać książkę w taki sposób, aby się nie zamknęła) rozważam taką inwestycję. Na pewno jednak nie korzystałabym z niego w warunkach domowych – tu zawsze wygrywa szelest kartek i zapach papieru.

Ostatni czas to dla mnie wzmożony czas nauki, więc niestety nie miałam czasu na czytanie tego, co bym chciała (a w kolejce są między innymi dzienniki Osieckiej i Terry Pratchett), poświęciłam ten czas na czytanie podręcznika. W tym roku ogólnie chciałabym więcej czytać. O ile 2012 był całkiem niezły pod tym względem, szalony 2013 przyniósł czytelniczą posuchę. Jasne, nikt nie ma czasu. Ale idealnie byłoby, gdybym czas, który poświęcam na czytanie blogów poświęcała na książki. Choć blogi oczywiście nie są złe, niektóre są bardzo wartościowe (na przykład mój).

Każdego dnia wyzwania dowiadujemy się także o dodatkowej zalecie czytania – wycisza organizm przed snem, pobudza wyobraźnię i tak dalej…

4. Przestań się spóźniać!

1858873-stary-zegarek-stare-dokumenty-w-czasie-przeszlosc-i-przyszlosc

Hasło banalne, jak i sama idea. W jaki sposób odpowiedzielibyście na pytanie: jak przestać się spóźniać? Ja powiedziałabym po prostu: przestań się spóźniać. Jak to wygląda w praktyce wie każdy. Choć ja nigdy nie miałam większych problemów z punktualnością, uznałam, że czas egzaminów to dobry termin, aby zwrócić szczególną uwagę na przyjeżdżanie na czas.

Autorzy wyzwania proponują nam kilka codziennych prostych trików, o których często zapominamy, a naprawdę mogą oszczędzić nam one trochę stresu. Niektóre z nich stosowałam od dawna, na przykład pakowanie się i szykowanie ubrań wieczorem – dzięki temu maksymalnie przedłużam czas spędzony rano w łóżku i nie mam rano stresu związanego z prasowaniem ubrań na ciele, przyszywaniu guzików czy szukaniu portfela i kluczy. Polecam!

5. Dotleń się przed pracą

rano-chmury--horyzont--niebo--chmury--niebo--dzień_121-2327

Odkąd półtora roku temu przeprowadziłam się na Dziki Zachód (dosłownie!) dotlenianie się przed szkołą nie jest dla mnie niczym odkrywczym. Do przystanku autobusowego idę bowiem 15-20 minut w zależności od pory roku i założonego obuwia. Mój autobus obecnie też nie podjeżdża pod samą szkołę, co gwarantuje mi dodatkowy dziesięciominutowy spacer. A  tym, którym nie poszczęściło się tak, aby mieć dom na przedmieściach, polecam, razem z autorami wyzwania, wysiadanie przystanek wcześniej lub parkowanie samochodu przecznicę dalej, o ile to możliwe. To świetna sprawa, zwłaszcza o tej porze roku. Nic tak rano nie rozbudza jak marsz po skrzypiącym śniegu, czasem jeszcze po ciemku. Na pewno dla niektórych przeżycie hardcorowe, ale zapewniam, że daje zastrzyk energii, jeśli nie na cały to chociaż na część dnia.

A oto wyzwania, których jeszcze nie ukończyłam, jestem w ich trakcie:

1. Bądź wierny jednej butelce

woda

Kolejna zasada, którą stosuję od dawna, mimo że nie jestem fanką ekologii. Wyznam to publicznie: bardzo dużo piję. Muszę pić często. Na szczęście tylko wodę, ale mój nałóg sprawia, że zawsze muszę mieć butelkę przy sobie. W domu jednak często nie miałam akurat tego życiodajnego płynu w półlitrowej butelce, więc przelewałam z butelek większych do, używanej wcześniej, małej. To również oszczędność – litr wody w baniaku sześciolitrowym po przeliczeniu kosztuje mniej niż dwie butelki półlitrowe. Niedawno przekonałam się także, że wodę z kranu też można pić, po przegotowaniu (choć przyznam szczerze – woda na Dzikim Zachodzie jest na tyle dobra, że wiele osób nie boi się też pić z kranu). Oszczędzamy pieniążki, miejsce i dbamy o środowisko, więc wszystko się zgadza.

2. Wyśpij się wreszcie

sen

Marzenie każdego studenta w czasie sesji egzaminacyjnej – wyspanie się. Dzięki egzaminom zauważyłam, że przy mniejszej niż zawsze ilości snu funkcjonuję źle i w moim przypadku żadne kawy ani inne napoje nie pomagają (yerba trochę, ale testy były za krótkie, żeby skuteczność była potwierdzona). Postanowiłam zatem zadbać o jakość snu oraz odpowiednią jego ilość. Dziś czytałam także o aplikacji na smartfona, która może znacznie zmniejszyć ból związany ze wstawaniem. Zamierzam przetestować – jeśli to okaże się prawdą, na pewno się z Wami podzielę, bo pomysł wydaje się przedni.

3. Śmiej się dla zdrowia

20081128195733_smile048

Czy to właściwie jest wyzwanie? Zależy dla kogo. Dla takiego smutasa jak ja to ważne przypomnienie o tym, żeby jak najczęściej się śmiać – zwłaszcza z siebie. Weszłam w to wyzwanie z ciekawości – szczerze mówiąc liczyłam na to, że na każdy dzień przeznaczony jest jakiś żart czy inna motywacja do śmiechu. A jednak – musimy zapewnić ją sobie sami, a HelloZdrowie tylko informuje nas, jakie korzyści dla naszego organizmu możemy wynieść z każdej salwy śmiechu. A jest ich wiele, więc polecam.

Na razie to wszystkie wyzwania, które podjęłam. Cóż, raczej nie były zbyt wymagające. Jestem jednak nadal w czasie egzaminów i nie chciałam obciążać się czasowo skomplikowanymi wyzwaniami, zaczęłam od tych prostych. Baza w HelloZdrowie jest jednak mocno rozbudowana i wciąż wiele możliwości przede mną. Zastanawiam się nad podjęciem jakiegoś wyzwania związanego ze sportem, ćwiczeniami, bo właśnie tego mi teraz brakuje i trzeba.

Jakiś czas temu założyłam fanpage bloga na Fejsiku. Zachęcam Was serdecznie do obserwowania go, a na pewno nie przygapicie nowego postu.

FACEBOOK

Jak każda wpływowa blogerka, musiałam także założyć Instagram, abyście mogli bezkarnie i z ogromną przyjemnością inwigilować mnie. Także zapraszam!

INSTAGRAM

Cóż,  na dzisiaj to już koniec. Jak każdy student, obiecuję sobie, że po sesji zrobię wszystko. I będę pisać częściej, a co!

Wszystkiego dobrego w nowym roku! (spóźniony zapłon tylko o dwadzieścia pięć dni)

Wasza Ania

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s