Seks, prochy i rock and roll, czyli zmierzch weekendu

Jeśli należysz do Czytelników moich poprzednich blogów („Książki, muzyka i inne przykrości” i „Kóltóra to bzdura”) na pewno wiesz, że jeśli mam do wyboru wspaniałą imprezę i przedstawienie w teatrze, wybór nie sprawia mi żadnej trudności.

keep-calm-and-love-theatre-31

Teatr ma w sobie coś magicznego. Nie wiem do końca, o co chodzi. Dekoracje, często szablonowe, schematyczne, a nawet głupawe? Aktorzy, którzy są bardzo blisko mnie, ale swoimi donośnymi głosami demonstrują fakt, że są jednak wyżej? A może ustawienie foteli, przez które osoba mojego wzrostu modli się, aby nie usiadł przed nią nikt wysoki, bo znów będzie musiała siadać na swoich nogach? Nie umiem powiedzieć, co sprawia, że większość filmów mnie nudzi, w kinie się męczę i w ogóle mam filmowe ADHD – wytrzymuję seanse do czterdziestu pięciu minut; znakomitą większość produkcji oglądam na raty. Nie umiem też wskazać powodu, dla którego nie odczuwam nudy w teatrze, a po większości przedstawień targają mną wielkie emocje. Tak było i tym razem, kiedy, dzięki zaproszeniu mojego Chłopaka, w poprzednią niedzielę wieczorem mogłam obejrzeć monodram Erica Bogosiana w wykonaniu Bronisława Wrocławskiego w Teatrze imienia Stefana Jaracza w Łodzi.

plakat_d

Monodram to jedna z moich ulubionych form sztuki. Każdy aktor, który wykonuję tę formę z góry zyskuje mój szacunek. Jeśli dodatkowo wykonuje ją w pięknym stylu – zdobywa moje serce. Nie mam żadnych doświadczeń aktorskich, ale próbuję sobie wyobrazić, jak trudne, chociażby kondycyjnie, jest chodzenie, bieganie, tańczenie, krzyczenie i przybieranie różnych póz, ról przez godzinę czy nawet dwie. Do tego wszystkiego warto dodać, że aktor, którego miałam przyjemność oglądać w niedzielę mógłby być moim dziadkiem – ma sześćdziesiąt dwa lata. „Seks, prochy i rock and roll” to monodram składający się ze scen z życia różnych ludzi. Każdy z nich twierdzi, że ich życie TO JEST ŻYCIE. Każdy podniecony jest czymś innym – pieniędzmi, seksem czy imprezami. I każdy właśnie w tej podniecie szuka sensu swojego życia.

seks_prochy_i_rock_and_roll_003_b

Sztuka wbija w fotel. Jest tak przytłaczająca, że chwilami, kiedy aktualnie grana postać wpadała w furię, krzyczała, miałam ochotę wstać i wyjść lub również krzyknąć, jakże przekonujące „PRZESTAŃ”. Najbardziej przygnębiające były momenty, kiedy w ustach bohaterów formowały się moje myśli – te najbardziej wstydliwe, do których przed nikim bym się nie przyznała. Skłania to także to gorzkiej refleksji nad własnym życiem – co jest moim sensem, czy nie jestem ślepo zapatrzona w swoje ideały? Kiedy już zastanowimy się nad sobą, refleksji warte są także obserwacje otoczenia – w jakim stopniu ludzie wokół mnie podobni są do bohaterów sztuki? Monodram utrzymany jest w komediowej konwencji i było w jego trakcie wiele momentów, w których trudno było powstrzymać śmiech. Ale prawie zawsze był to gorzki śmiech, śmiech przez łzy, ironiczny chichot, pogardliwe parsknięcie. Wykreowane postacie były zdecydowanie tragikomiczne i nie dało się o nich zapomnieć jeszcze przez kilka dni.

seks

Jak poznaję dobrą rzecz (sztukę, film, cokolwiek)? Mój sposób jest banalny. Jeśli po wyjściu z kina/teatru od razu przystępuję do rozmowy o tym, co zobaczyłam, błyskawicznie wyciągam wnioski i szybko potrafię powiedzieć, co mi się podobało, a co nie – było to kiepskie. Dobry film to taki, po którym oglądam całe napisy i do wyjścia z kina skłania mnie tylko obsługa cierpliwie czekająca przy drzwiach. Dobra sztuka to taka, po której popisuję się kompletną nieelokwencją – nie umiem nic powiedzieć, rzucić jakiejkolwiek zabawnej uwagi, trafnego komentarza. Wówczas myślę, myślę, myślę…czasem nawet tygodniami. O „Seksie…” nie mogłam zapomnieć jeszcze kilka dni, a to najlepszy dowód, że to dobra rzecz (za drugi możemy podać fakt, iż monodram wystawiany jest w Jaraczu od 1997 roku).

prochy

W najbliższym czasie napiszę jeszcze jeden post o sztuce widzianej w ostatnim czasie, a także o pewnym Murzynku. Zapraszam!

Ania

Pierwszy obrazek pobrałam ze strony: http://www.keepcalm-o-matic.co.uk/

Zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Jaracza.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Seks, prochy i rock and roll, czyli zmierzch weekendu

  1. Kiedyś musisz mnie poczęstować takim Cielaczkiem !
    W końcu wstawiłaś coś ! :D Odświeżam, odświeżam i czekam na kolejne !

  2. Już od dawna wybieram się na tę sztukę i chyba w końcu muszę się zebrać, tym bardziej, że Wrocławski przyjeżdża do nas niebawem na warsztaty… :) Jaracz w ogóle ma przedstawienia na poziomie- polecam. A monodram to coś niesamowitego- zgadzam się i marzę po nocach o swoim własnym. *_*

    1. Zazdroszczę warsztatów z takim Aktorem, przez wielkie „A” :) Polecam „Seks…”, a mojemu chłopakowi podobały się także dwie kolejne części – „Obudź się i poczuj smak kawy” i „Czołem wbijając gwoździe w podłogę”. Przedstawienia niewątpliwie na poziomie, ale mam wrażenie, nawet oglądając plakaty, że większość sztuk jest dość ciężka – trudne tematy i dramatyczny przekaz. Życzę Ci własnego monodramu, wspominając Twoje wideo recytacji – wierzę, że to osiągniesz :). Powodzenia :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s